sobota, lipiec 18, 2009

tytułem występu

bo ja się w sumie nie pożegnałam
nie mam już ochoty pisać na wyspie
(właśnie skasowałam wszystko, co napisałam w rozwinięciu. to nieważne)
jadąc oskarowo, miło mi, że czytaliście i się nawet czasem odzywaliście. to jest kawał życia, którego częściowo oczywiście nie pamiętam, jak to mam w zwyczaju. albo nie pamiętałabym, gdyby nie niektóre wpisy.
nie wiem, jak to teraz będzie wyglądało, zależy od Zo. Zo? lepiej to schowajmy, nim nadejdzie sława i pismaki zaczną żerować.
ja się zawijam na stały ląd. wiecie, gdzie mnie znaleźć.
ciao, robaczki.




'Cause this is my United States of Whatever

Etykiety:

piątek, czerwiec 19, 2009

Ewolucja

Chciałam kiedyś zmieniać świat. Teraz chcę tylko zmienić pracę.


'Cause this is my United States of Whatever

czwartek, czerwiec 04, 2009

Wielkie, wielkie oczy

Śniło mi się bardzo dokładnie, bardzo realistycznie, że lecę z Rio do Paryża. Tym lotem. Pamiętam, że pas kliknął jakoś dziwnie, ale reszta właściwie nie różniła się niczym od zwykłych lotów. Była stewardessa piękna jak z obrazka i jedna znacznie mniej piękna. Było wino w plastikowych kubeczkach, marzłam w stopy i wkurzał mnie pan po prawej, który uparł się, żeby zrobić zdjęcie pasa startowego, chociaż już dawno powiedzieli, żeby wyłączyć sprzęt, a jak tak mówią, to przecież nie po to, żeby go włączyć. Lot był zwyczajny, długi i nudny. A potem pojawiły się turbulencje i pioruny, wszystko jednocześnie się stało nie tak. A pilot powiedział tylko: proszę państwa, umieramy. i lecieliśmy w ciszy prosto w dół.
Potem się dziwią, że się budzę za wcześnie.
'Cause this is my United States of Whatever

wtorek, kwiecień 21, 2009

Zakochać się na wiosnę

I nawet kredyt nie jest problemem. I do pracy się chce. Byle na chwilę. I szybko uciec. I już dobrze. I pachnie ciastem.
Zakochać się na wiosnę jest najlepiej, bo nawet nikt się nie złości.
I tak właśnie jest tu i teraz. Wreszcie realnie. Wreszcie na wyspie.
'Cause this is my United States of Whatever

Etykiety: , ,

środa, kwiecień 15, 2009

rewelacja

ja wiem, że za stara jestem na takie odkrycia
ale czasem mnie jednak zdumiewa, że wszędzie są linki
pewnie można losowo wybrać kogoś na ulicy i gdyby się odpowiednio postarać, znajdzie się ktoś, kto zna kogoś, kto coś. podał ogień kiedyś, chodził do klasy z bratem koleżanki, kupował tę samą płytę w empiku.
i tak powoli, powoli, siateczka
przecież ja nawet nie jestem z tego miasta. życie jako powieść hipertekstowa, coś jakby
nie, że teraz mnie oświeciło, ale ostatnio się zastanawiam, dlaczego "znam" tyle osób a nie znam-znam żadnej. to znaczy niewiele. niegłupio by było.

'Cause this is my United States of Whatever

Etykiety:

poniedziałek, kwiecień 13, 2009

apdejcik

po pierwsze, chciałam zauważyć, że ostatni post powstał w Prima Aprilis, więc jest jeszcze dla Zo szansa.
po drugie, nie będę więcej narzekać. jest wiosna, najlepsza od roku albo dłużej. jest pięknie, nawet w brzydkiej Warszawie, którą uwielbiam. a poza tym I'm living the fucking dream, co nie.
po trzecie, dawno się tak dobrze nie słuchało muzyki.
a po czwarte, idę czcić lany poniedziałek. chociaż znów wymyślili jakąś żałobę narodową (nie jestem aż tak nieczuła, przykro mi itede, ale puste gesty wkurwiają mnie nad wyraz. to znaczy wyraz poszedł, ale nawet nad ten wyraz mnie wkurwiają). jakby, celebrujmy wiosenne wieczory z piwem w dłoni.
no i po piąte, jusqu'ici tout va bien


'Cause this is my United States of Whatever

Etykiety: ,

środa, kwiecień 01, 2009

Dorosłośc jest do dupy cz.1

Oficjalnie postanowiłam dorosnąć. Dorastanie miało się objawić:
1. przyjęciem odpowiedzialności za swoje życie i zarobki - i to w miarę się udaje
2. założeniem konta internetowego
3. uregulowaniem spraw urzędowych wszelkich - mission impossible, bo nawet nie wiem, co załatwiać właściwie
4. wywalczeniem kredytu
5. zakupem mieszkania

Jestem na etapie 2 i pół. I już jest pod górkę. Bo po pierwsze - poszłam do banku, aktywowałam usługę konto Internetowe, podpisałam, nawet odebrałam telefon od konsultanta i ustaliłam PIN.
Znalazłam stronę, wymyśliłam hasło, zalogowałam się - WALCZYŁAM dzielnie.
I zonk. Żeby móc cokolwiek zrobić muszę mieć kartę kodów. Karty nie mam, bo skąd mam ją wziąć. Mogę zmienić autoryzację z karty kodów na smsy, ale do tego potrzebuję... kodu z karty kodów. Normalnie tu bym się poddała. Ale nie. Dzwonię do konsultanta. A pan mówi, że mam kartę kodów. Z ... 2004 roku! Nie muszę dodawać, że karty tej nie mam, prawda?
Na szczęście mogę kartę unieważnić i zamówić nową, która ... Przyjdzie pocztą. Polską. Cholera wie kiedy. Tak się działa w dobie Internetu.
No, a potem była próba sprawdzenia siebie w KRD, umówienie z doradcą finansowym, telefon do pani pośrednik - masakra.
Teraz nadciąga kolejne szaleństwo, bo trzeba się z nimi pospotykać, ustalić, uregulować kwestię karty kredytowej, którą podobno mam, chociaż nie mam, zjeść paznokcie zastanawiając się, czy kredyt mi dadzą, obejrzeć mieszkania, wybrać coś sensownego, nie zwariować.
Wiosna przyszła. Nie chce mi się. Trochę cieszy myśl, że mogłabym mieć swoje miejsce. Ale boję się jak dziecko, że mnie ta cała dorosłość zje i zniszczy.
O, taka jestem nudna.

'Cause this is my United States of Whatever

Etykiety: , ,