Lans zakończył się sukcesem. Jak zwykle. Mógłby ktos jeszcze sie polansowac na miescie, bo lekko doskwiera mi juz ten spoczywajacy na naszych barkach ciezar upowszechniania lansu (brawo, zdanie jak z raportu finansowego Klausa!!)
Problem polega na tym, że nikt nie lansuje się tak jak my.
Choćby ten wczoraj co niemal ornament na słupku zębem wydziergał. Wije się toto, kręci tym swoim zadem, koszulina jakas taka amerykanska (coorva mutch) i włos z połyskiem co i raz mierzwi. A nie wie chłopię to nędzne, że w Polsce to inaczej, że w Polsce to maczo siada, browarek pije, paznokieć obgryza i od czasu do czasu guzik we flanelce poluzuje. I się nie zmęczy i towara wyrwie.
Ale niestety pan wyraźnie importowany. Zaparkował przed Organzą. Swój pojazd kosmiczny.
Jakuzz czy my przypadkiem nie powinnysmy zamontować sobie tipsów?? Coorvah mutch? Panowie już mają.
'Cause this is my United States of Whatever