Ludzie umierają, trzepak porasta sniegiem. A my udajemy, ze nas to nie obchodzi. Albo rzeczywiscie nas to nie obchodzi. Niech zacznie.
'Cause this is my United States of Whatever
Wyspa, gdzie sezon trwa caly rok. Last minute.Last minute. Last minute
No i dobrze, w końcu ja to zrobię, zamieszczę 100-tny wpis, co prawda nie z ankietą, bo wyniki ma Zosia, ale zawsze jakis.Lans w Poznaniu trochę się sypnął. Plan był piękny, ale najgorsze właśnie to, że był, zapomniałam, że tylko życie bez planu ma szansę się udać, bo wtedy nie można powiedzieć, że coś nie wyszło.
Głupio zaplanowaliśmy więc, że pojedziemy do Poznania dość wcześnie rano, połazimy po mieście, a wieczorem - koncert Rodrigueza. Plan prawie nie wypalił już na wstępie, gdyż z powodu mojej nadmiernie wyluzowanej postawy za późno wyszłyśmy z Zosią z domu i musiałyśmy uskutecznić jogging w kierunku dworca.Zdyszane, już nieświeże, ogólnie - wylansowane w naszym stylu, wpadłyśmy do pociągu, odnalazłyśmy resztę naszej małej ekipy, kupiłyśmy bilet z karą za jego kupienie i zaczął się lans ezoteryczny.
Jego ezoteryczność polegała nie tylko na obecności Poznania w bliższym czy dalszym tle, ale przede wszystkim na smaku kawy. Tak jakoś myślę, że na tym może polegać ezoteryczność Poznania. Smak kawy, od tej serwowanej w wagonie Warsa, poprzez każdą kolejną pitą już na miejscu, można określić li i jedynie jako blisku smaku Mokate.
Poznań zawodzi pod wieloma innymi względami.
1. Ogrzewanie na ulicach jest wyłączone.
2. Najlepsze naleśniki w mieście są naleśnikami w płynie.
3. Wprawdzie grzane wino prima sort, ale juz bialorusek(w tutejszej nomenklaturze) cokolwiek dziwny.
4. Koncerty w Poznaniu odwołuje się w ostatniej chwili, kiedy juz zamarznięci na amen, nie zwiedziwszy niczego poza Rynkiem, stawiamy się pod drzwiami Blue Note, a tam teksańska masakra.
5. I to nie koniec męki, bo do następnego pociągu do stolicy marne 4 godziny.
Na szczęście było też wiele pozytywnych aspektów: zgrana ekipa wielbicieli gier planszowych, w/w grzane wino, pozytywne knajpki, powrót do dzieciństwa podczas zabawy w gonionego czy jak to się zwie,słuchanie muzyki w Warsie, ankieta w klubie Pod Minogą czy Minoga czy cos (wyniki w kolejnym setnym! wpisie), itepe, itede. Polecam jednak raczej wiosną.
s?"

Jeszcze kurczak w mandarynkach u Dominika, obejrzeni po raz kolejny "Edukatorzy", tym razem w wersji hiszpańskojęzycznej, próba zebrania się na jakąs wylansowaną imprezę zakończona niepowodzeniem i niekontrolowany sen bez wczesniejszego przywdziania piżamki. Klasa.

Tańczyć można w Aurorze, chyba zawsze będę miała sentyment do tego miejsca, chociaż to nie to samo co dawna Aurora, opromieniona obecnoscią Koronkiewicza. Wczoraj jednak pozytywnie, udany koncert zespołu Farel Gott, którego nigdy wczesniej nie słyszałam, ale co tam "słyszałam", tych przystojniaków trzeba zobaczyć na żywo. Galeria zdjęć, jak również kilka kawałków do przesłuchania na www.farelgott.pl, polecam.Polecam też imprezy pokoncertowe, tam uwalnia się jakas pozytywna energia, a w dodatku lans to jak zwykle łatwizna. Tańczmy, bo swiat wariuje, trzeba wariować w drugą stronę.
'Cause this is my United States of Whatever
