czwartek, grudzień 22, 2005

świątecznie do bólu

Aaaach. Święta. Czyż nie bosko. Czyż nie cudownie. Choinka. Prezenty. Jeśli je w ogóle kupię. Karpik i inne siermiężne przysmaki.Ból żołądka.Przejedzenie mandarynkami i piernikami. Rodzina co prawda jak zwykle nie w komplecie, ale i tak jakoś ich dużo. Pytania o ewentualne zamążpójście. I co tam w Warszawie. I na którym ty w ogóle jesteś roku.Dlaczego nie jesz ciasta. Coś ty na siebie włożyła.Przyjechała i już wyjeżdża. W dodatku pali. Na pewno jesteście głodni. No jasne, po tych zaledwie pięciu potrawach.Czy ktoś idzie na Pasterkę. Nikt nie idzie na Pasterkę. Dobrze, że jutro wolne, człowiek się tylko napracuje i już po świętach. Aaaach. Gdzie to kupiłaś. Blablabla. Blablabla.
Zawsze marzyłam o wkręceniu się do rodziny Griswaldów. Ci się jakoś mniej obżerali i nawet jakby magię świąt czuli. Pan domu w gipsie wprawdzie, ale lepszy taki niż żaden.Żadnych, kkk, bigosów czy innej kapusty. Cały dom mieli w światełkach, bo na tym zasadza się magia świąt. Gadżety, moi drodzy, gadżety.Skarpety. Mikołaj i renifery w pełnym rynsztunku.Nikt słowa o cenach nie powie albo że się napracował. Płynnym ślizgiem przechodzili od świąt do świąt, a pani domu nawet sobie fryzury nie potargała. Dzieci mogły ćpać i rzucać kolejne szkoły, a i tak w święta rodzice płakali ze szczęścia, że je mają. Nie wiem, czy ciągle mówię o tej samej serii arcydzieł ekranu, być może szaleje mi podgorączkowana wyobraźnia, ale chodzi o American Dream ogólnie, który jakżeż mi bliski.
Tak źle i tak niedobrze.Czy ja mogę olać Święta i iść spać przy akompaniamencie odpowiednio dobranej muzyki? Proooszę. Mikołaju, Mikołaju.
Z głębi zamarzniętego serca życzę jednak wszystkim naszym nielicznym Czytelnikom jakichś innych Świąt niż te powyżej. Wygrzejcie się na zapas.I trzymajcie kciuki za nasz wyjazd.


Do przeczytania po Nowym Roku.

P.S.:haha, przefarbowałam włosy. Zwykle i tak nie widać, ale odkryłam już, że widać w błysku flesza, więc voila:






Before i after, rzecz jasna.

'Cause this is my United States of Whatever

piątek, grudzień 16, 2005

chyba najważniejsze

Looz. W końcu zawisną.
A poza tym nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej, więc cieszę się swoją smętną fazą, zwłaszcza że ma się ku końcowi moim skromnym zdaniem.
Za to znów widzę jasno, co jest chyba najważniejsze. Bez silenia się na duże słowa oddaję hołd wszystkim dokoła.Na moje nieszczęście uwielbiam Was. Nawet się człowiek na dłużej zdołować nie może.Nawet nie mogę na współlokatorów ponarzekać, bo też ich uwielbiam. No w ogóle zero powodów do zdołowania. Ja to nigdy nie mam tego, czego mi trzeba.
Zdołowałam się.
'Cause this is my United States of Whatever

czwartek, grudzień 15, 2005

Ayuda humanidad para Jakuzz

Aż mi się słabo robi jak patrze na te chodzące zwłoki, które kiedys nazywano jakuzzem.
Dlatego oglaszam akcję mobilizowania lisci i Jakuzzi. Lisci do wiszenia, JAkuzzi do boskosci tak jej zdaloby sie nieodzownej.
Ergo: sobota 11 wieszamy liscie na drzewach.
Chetnych prosze o kontakt.



'Cause this is my United States of Whatever

her withering highness

No. Więc jest mniej więcej tak:

Jak w genialnym zdaniu z genialnej prozy Zosi wziętym: "liściom znudziło się wiszenie".

Mało witamin mimo przedawkowania pomarańczy, mało wyjaśnień tej smętnej fazy, mało energii, mało nie zwariowałam ostatnio, ale jakoś jeszcze płynę. Nudna jestem nad wyraz. Już sama siebie znudziłam, a to sporo. Tylko co z tego.

Nicnierobienie osiąga wyżyny intensywności.

Gdzieś w pliku "plany" tkwi Rumunia jako komentarz pod całym tym rokiem i założenie naszej strony internetowej jako próba zaczarowania rzeczywistości. Jeśli tylko zacznie się chcieć.

A potem wiosna będzie, ha.

Zanim nastąpi, proponuję pomarańcze i muzykę.
Jak dół, to chyba
Low.
Na podróże tramwajem niezmiennie
Cocorosie.
(Można też
stąd).
To żeby się porządnie na siebie wkurwić. A w ogóle to będę w ich mieście w przyszłym roku, ha, pod kołem podbiegunowym, żeby się bardziej zdołować. Szwecja moją idealną ojczyzną.
Wśród miliona rzeczy jeszcze ...
Trail Of Dead.
Miłego słuchania.


'Cause this is my United States of Whatever

niedziela, grudzień 11, 2005

zwykle w pracy nie jestem na grzybkach


Zwykle w pracy jestem na rano, na kawie i na innych używkach, ale nie na grzybkach. A może szkoda.Swiat na grzybkach jest dobry, czaro-biały i widać słonie. Zobaczcie ten film, potem pomyślimy o grzybkach. Albo może wystarczy posłuchać Slowblow, kupić pączka w piekarni, chyba że będzie jakaś fajna ekspedientka, wtedy bułkę z ziarnem, przejechać się garbusem i mieć w dupie pracę, na grzybkach czy nie.


'Cause this is my United States of Whatever

wtorek, grudzień 06, 2005

koniec anomalii

Dostałam aniołka, który robi taką samą jak ja cytrynkę z buzi, gdy swiat jest duży i straszny. Aniołek ma na duży i straszny świat swoje anielskie sposoby, zamyka oczy i zasypia, uno dos tres, jest na Wyspie. Nazywa się Nomalia; jest na razie cokolwiek nieruchawy, ale na pewno się jeszcze rozkręci, mówi Zosia i wręcza mi aniołka. Bo Zosia to moja najlepsza koleżanka z piaskownicy. Budujemy sobie od nowa nasz pięcioletni swiat. Koniec anomalii.




'Cause this is my United States of Whatever

mikolaju, mikolaju

Jakuzz ma turbo gacie. Jak kazdy super-hero.













A ja chyba byłam grzeczną dziewczynką.
Mikołaj dał mi lale.
Nazywa sie Sozia.
I jest najpiękniejsza z wszystkich lal.
'Cause this is my United States of Whatever

niedziela, grudzień 04, 2005

coraz dziwniejsze języki na blogu

Po raz pierwszy w życiu żałuję, że nie urodziłam się Niemką i nie napisałam tego pierwsza:

Die erste Sache an die ich mich erinnern kann ist wie ich von meiner Mutter an Sylvester ne Wunderkerze bekommen hab. Der Himmel war voll mit Raketen und Feuerwerkskörpern, die explodiert sind und sprühten und es war laut. Aber ich hatte keine Angst sondern hab meine Wunderkerze in den dunklen Himmel gehalten und wie wahnsinnig geschüttelt. Ich hab sie so doll geschüttelt, so wahnsinnig doll, wie ich irgendwie konnte oder noch doller, bis ich nicht mehr konnte und immer weiter. Besinnungslos und immer doller. Und ich war klein, und die Wunderkerze auch, aber ich war beim grössten und unglaublichsten dabei, was ich je gesehn hab. Das tollste und grösste was es gab und ich war dabei ohne das ich es wusste, ohne das ich irgendwas wusste. Ich glaub ich hab in meinem ganzen Leben nie wieder etwas so gemacht. So doll und kompromisslos und total. Ich glaub ich hab noch nie wieder in meinem Leben irgendwas erlebt, was so gross war und so gigantisch.



'Cause this is my United States of Whatever

sobota, grudzień 03, 2005

daydreaming


Snuuuuuuu.Dużo dużo snu. W końcu jakoś drania okiełznam, każe mu się dziać, za mało snu mi się dzieje, a jak się dzieje, to tylko wtedy, gdy powinnam być w pracy. Dzisiaj dzień walki z bezsennoscią. Niniejszym ogłaszam. Cały dzień w łóżku, dopóki nie zasnę. Godspeed You!Black Emperor lub tego typu oniryczna muzyka.Liczenie baranów.

Wszystko przez tą cholerną zimę. Jest biało, jest rzesko. To nie są warunki do snu. To jest jakis straszliwy stupor, jakis ciągły półsen,jakies bolesne zadziwnienie swiatem.

Słabe jest to, że zapomnę, jak płakać. Powieki robią się coraz bardziej zmęczone i suche, dendrony obojętnieją. Czasem nie słyszę, że ktoś do mnie mówi. Wszystko pachnie pomarańczą i owija się samo w siebie. Znikamy.

'Cause this is my United States of Whatever