świątecznie do bólu
Zawsze marzyłam o wkręceniu się do rodziny Griswaldów. Ci się jakoś mniej obżerali i nawet jakby magię świąt czuli. Pan domu w gipsie wprawdzie, ale lepszy taki niż żaden.Żadnych, kkk, bigosów czy innej kapusty. Cały dom mieli w światełkach, bo na tym zasadza się magia świąt. Gadżety, moi drodzy, gadżety.Skarpety. Mikołaj i renifery w pełnym rynsztunku.Nikt słowa o cenach nie powie albo że się napracował. Płynnym ślizgiem przechodzili od świąt do świąt, a pani domu nawet sobie fryzury nie potargała. Dzieci mogły ćpać i rzucać kolejne szkoły, a i tak w święta rodzice płakali ze szczęścia, że je mają. Nie wiem, czy ciągle mówię o tej samej serii arcydzieł ekranu, być może szaleje mi podgorączkowana wyobraźnia, ale chodzi o American Dream ogólnie, który jakżeż mi bliski.
Tak źle i tak niedobrze.Czy ja mogę olać Święta i iść spać przy akompaniamencie odpowiednio dobranej muzyki? Proooszę. Mikołaju, Mikołaju.
Z głębi zamarzniętego serca życzę jednak wszystkim naszym nielicznym Czytelnikom jakichś innych Świąt niż te powyżej. Wygrzejcie się na zapas.I trzymajcie kciuki za nasz wyjazd.
Do przeczytania po Nowym Roku.
P.S.:haha, przefarbowałam włosy. Zwykle i tak nie widać, ale odkryłam już, że widać w błysku flesza, więc voila:


Before i after, rzecz jasna.
'Cause this is my United States of Whatever






