wtorek, styczeń 31, 2006

le grand bleu



Wielki błękit jest wtedy, gdy zobaczysz coś tak pięknego, że zostawiasz tam kawałek domniemanej duszy i już nigdy do końca nie wracasz. Miejsce zbyt niesamowite, by mogło być prawdziwe, smutek zbyt silny, by płakać, nieskończoność niemalże, nieskończoność, która sprawia, że usychasz po kawałku, ale zawsze chcesz wrócić. To jest jak ciągłe spadanie, muzyka jest miękka i ma kolor nieba, nie czujesz siebie, jest tylko to spadanie i słodki posmak jakby rozciętych ust.
Mam poważne obawy, że co niektórzy spadają. Być może sama czasem spadam. Tym bardziej boję się teraz o innych. Wracajcie.Chociaż na trochę, bo na zawsze się nie da.Będziemy pić kawę i jeść pomarańcze, i cieszyć się słowami, i słuchać ciszy, bo po powrocie jest jej zawsze więcej.
Jeśli ma tu być zdjęcie, to wyślij mi któreś z Islandii, drogi P. I wracaj.





Dodane później: Pablo wysłał zdjęcia, dziękuję, zamieszczam. Są przerażająco piękne. Wrzucam dwa, bo nie wiem, które wybrać.
Ja nie wiem też, co mówić. Nie potrafię.


'Cause this is my United States of Whatever

poniedziałek, styczeń 30, 2006

na temat dyskusji fiskalnej

-Tato, chodźmy na te gołębie. No chodźmy, obiecałes.
I tata isc musi, bo obiecał, chociaż nie chce mu się, bo kogo interesują gołębie. Ale nie powie małej, że w dupie ma gołębie i że najchętniej by do nich strzelał. Nie powie jej, że woli western w telewizji. Obiecał. Dupy z gęby robić nie będzie.
-Zaraz kochanie. Zaraz.
Może uda się Jolkę wysterować. Niech idzie. To ona chciała dzieci.
A on obejrzy sobie film, wiadomosci. Ale to nie takie łatwe. Jolka też w dupie ma gołębie. A film by obejrzała.
Kłócą się trochę. Ale tylko trochę. A mała już w kurtce stoi i czeka, jakby te pieprzone gołębie jej miały odlecieć. Kto to wymyslił? Gołębiom wysatwy robić! Psy to co innego. Na psy by się poszło. Ale psów nie ma, są te obsrance i isc trzeba.
-Niech idzie sama.
-No co ty!
-No przecież trafi.
-Już kompletnie ci odbiło- Jolka krzyczy półgłosem, tak krzyczy nie-krzyczy. To po robocie, teraz już musi isć. Jak tak krzyczy, to znów będzie piekło. - Naobiecujesz dziecku a potem co?
Zrobiłbys cos dla nas.
-Już, już- usmiecha się do małej a na Jolkę nie patrzy.
Mała już czapkę wciąga i drzwi trzaskają. A Jolka spokojnie może oglądać wiadomosci, których dzis nie zechce zrozumieć.


'Cause this is my United States of Whatever

---b--r---a---k---------w---y---n---i---k---o--w

Szperam w necie, skacze po linkach i slizgam sie po tekstach roznych. Bluzgam przy tym niemożebnie, że nic nie znajduję, że głupoty same, że co krok to subskrypcja albo chociaż rejestracja. Pije kawe i tracę nerwy. I nagle to:

All sources of news and information that are censored in China have been withdrawn by Google from the Chinese version of its news search engine, Google News. (...)

Since 2002, Yahoo ! has agreed to censor the results of the Chinese version of its search engine in accordance with a blacklist provide by the Chinese government. Reporters Without Borders also recently proved that Yahoo ! helped the Chinese police identify and then convict a journalist who was criticising human rights abuses in China. The e-mail servers of Yahoo !’s Chinese division are located inside China

(...)

Microsoft censors the Chinese version of its MSN Spaces blog tool. You cannot enter search strings such as “democracy” or “human rights in China” or “capitalism” as they are automatically rejected by the system. Microsoft also closed down a Chinese journalist’s blog following pressure from the government in Beijing. This blog was hosted on servers located in the United States

[z petycji Reporterów bez granic]

zamknęłam gębę.
i złosci mnie po raz pierwszy macierzyński:

X X X
urodziłem się na 52˚ szerokości geograficznej północnej
i 20˚ długości geograficznej wschodniej
wylosowałem Polskę
w pokerze po takim rozdaniu
mówi się pas



Panie Macierzyński, panu nikt nie wykastruje wiersza.

'Cause this is my United States of Whatever

środa, styczeń 25, 2006

obraz nędzy i rozpaczy

Obraz nędzy i rozpaczy to nowa ksywka dla mnie, od dotychczasowych idiotycznych różniąca się tym, że po pierwsze primo, wiadomo, co autor chciał przez to powiedzieć, a po drugie primo, że sama ją sobie wymyśliłam.
Obraz nędzy i rozpaczy stanął dziś na wyskości zadania. Stanęła, w sumie. Tak po żeńsku będę stawać.
Wypastowałam więc swoje buty całoroczne, doskonałe na każda okazję glany, o tyle jeszcze nie całoroczne, że całkiem świeże, aczkolwiek nie zaznały dotąd ode mnie pieszczot typu pastowanie, a to z tej prostej przyczyny, że pastowaniem butów brzydzę się jak, nie przymierzając, prasowaniem ubrań. Jednakowoż. Rzut oka na zamarznięte buty typu fiubździu z nubuku czy jak to się zwie sprawił, że serce mi utonęło. Kolejne buty straciły swój przyrodzony urok, jedyna nadzieja w glanach. Niestety, glany już jakoś dziwnie zrypane na przedzie, ale myślę, ok, pastuję, zmyję najpierw tę warstwę błota i cholera wie czego, a potem osiągnę wysoki połysk. Połysk był średnio wysoki, znudziło mi się szybko, w sumie słusznie, byłam już spóźniona do pracy, do której brak: wydrukowanego testu, skserowanych materiałów, przygotowania oraz starcia z owych materiałów odpowiedzi udzielonych przeze mnie ołówkiem z czasach, gdy sama się z tej książki uczyłam.Nie tak znów dawnych, ale przed uczniami udaję, iż jestem niedorozwiniętą prawie trzydziestką.
Pokonałam trudności materiałowe jakoś tam, lekcja upłynęła w przyjemnej atmosferze ciepełka, co nie zdarza się co dzień, w mieszkaniu mamy wszak jakieś smętne temperatury. Wybiegam więc, zapinając po drodze kurtkę, kolejna grupa czeka na mnie i kaganek oświaty, tymczasem obraz nędzy i rozpaczy stoi na środku torów tramwajowych, odplątując słuchawki. Cała operacja naturalnie w rękawiczkach, chociaż i tak mam już odmrożone dłonie. Ok, słucham więc Arcade Fire i grzebię w torebkowym syfie, szukając papierosów. Są, nie ma zapalniczki. Są jeszcze fragmenty popcornu sprzed 2 tygodni, a zapalniczki brak. Naturalnie to chwilowa awaria, zapalniczka się znajduje, niestety, po kilku głębszych wdechach orientuję się, iż złamałam szlugę tuż przy filtrze podczas poszukiwań zapalniczki. Złamas ląduje w Parku Saskim, kolejny postój, ta sama zabawa z zapalniczką, bieg na Mariensztat, poślizg na schodach, ok, jestem.Niestety, znów nie wydrukowałam testu. Nic to. Czekam, aż odlansuje się szef-pedał, nurkuję pod biurkiem recepcjonistki w celu wetknięcia flasha gdzie trzeba, to super trudne, a do tego ze spodni wystaje mi pół lektorskiego tyłka. Gdy wystawiam wreszcie rozczochrany łeb, spoglądam prosto w oczy jakiegoś chyba przyszłego ucznia mej korporacji-matki, na pewno ma już swoje pojęcie o profesjonalizmie lektorek.
Wdupiam jeszcze z powrotem do domu, oddalonego wszak od Mariensztatu o całe dwa przystanki, jednak głupio wsiadam do autobusu, który okazuje się numerem 160, idiotycznie, bo musze zaraz wysiąść, przy czym stoje w sumie 3 metry dalej, no dobra, to skomplikowane, ale wszyscy wiedzą, jak z Zamkowego jeździ 160. Idę więc przesiąść się na 180, które twierdzi, że przyjedzie o 20.17, z jakiegoś względu myślę, że to strasznie późno i bez sensu tyle czekać, jadę więc czymkolwiek i ląduję głupio na pl. Krasińskich, skąd walę już w stronę domu z buta mimo odległości i minus dziesięciu, zresztą cóż to minus 10, ale mniejsza z tym, bo kilkanaście kroków dalej myślę, w sumie to nie wiem, która godzina, wracam więc na przystanek, sprawdzam wszelkie dane liczbowe, okazuje się, że autobus mam za 8 minut. Stoję 5, potem z nudów postanawiam jednak iść na piechotę, nie jest źle, słucham, co śpiewa Pavement, zachwycam się tropikiem, już nawet przejeżdżający obok 180 nie robi na mnie wrażenia. Cóż to za piękna, piękna zima.




'Cause this is my United States of Whatever
Zamarzła nam Warszawa. Zaszroniła się cała i pokurczyła. Ulice skrzypią i chodząc nimi czuję się jak na starym moscie. Autobusy wyglądają jak szklanki po mleku. Za cholerę nie wiem, kiedy wysiąsć. Jeżdżę więc na oslep i usmiecham się do ludzi. I oni się usmiechają. Od tej promiennosci wręcz poprawia mi się krążenie i chyba co nieco się opaliłam nawet.
W sklepach panie specjalnie obsługują powoli, żeby się zagrzać mogli biedni skazani na wyjscie z domu. Ważą szynki i inne mortadele z namaszczeniem. Kurczaki powoli wyjmują z lodówek, jakby sie bały, że im zimno zaszkodzi. Wszystko ze współczuciem. Z usmiechem, babcinym wręcz. We wszystkich możliwych lansowalniach kaloryfery gorące i urocze. Dym z papierosów, zamiast pary, z ust się sączy. I znów się wszyscy promiennie szczerzą do nosów czerwonych i polików krasnych. I serce rosnie.

Ale nie o to chodzi, że serdecznosć społeczeństwa rosnie wmiarę spadku temperatury.

Chodzi o to, że mam odmorożony zad.

'Cause this is my United States of Whatever

zima zima zła

Zima. Ziiima. Ziiiiiiima. Ziiima ziiima zła. Ale to niezwykła zima, bo w największe mrozy chce mi się najwięcej. Nie, żeby dużo, ale najwięcej. Dużo ciepła, choćby od siebie. Ale od siebie jeszcze dużo nie generuję, więc ściągam zewsząd. Chcę coś robić, i to tak, żeby była reakcja. Brak reakcji =zamarzanie. Zamarzanie = stagnacja. Stagnacja = uh-uh. Nie chcę. Nie lubię, a wręcz brzydzę się. Toteż ogłaszam: jestem dumna ze społeczeństwa. Nie dało się zimie. Wszyscy wyglądają jakoś dziarsko, zakutani w czapki i szaliki walczą z każdym dniem, nikt nie wygląda, jakby ten dzień miał ich zmiażdżyć. Nikt nie ma faz typu Her Withering Highness, niech szczeźnie ta depresyjna wiedźma. Myślę, jaki jest nadir zimna. Czy to już. Czy może go być więcej. Czy więcej zimna wciąż oznacza fazę na chcemisię.



'Cause this is my United States of Whatever

sobota, styczeń 21, 2006

suplement

Kilka słów uzupełnienia o Aurorze:

1. Wieczór był doskonały, mimo, że przegrałam wódkę (patrz pkt 5)
2. Te buziaczkowe misie na zdjeciu ponizej to nie nasz glos w kwestii legalizacji zwiazkow homoseksualnych, ale slawy muzyczne. Panie i Panowie w czułym uscisku: m.bunio.s (the active one) oraz bartweba (bartek weber).
3. z powodu punktu 2 muzyka doskonala.
4. z powodu punktu 2 ubaw po pachy. Pojawilo sie przekonanie, ze jednak mozna robic pieniadze na pierdoleniu glupot, co bardz mnie ucieszy, jako, ze tylko to potrafie robic.
5. ale jakuzz wygrywa, nie tylko bredzila razem ze mna caly wieczor, na koniec postanowila poszerzc grono sluchaczy i o wodke poszedl zaklad, ze nie zapyta chlopakow czy sa gejami.
6. przegralam wodke
7. wedlug relacji jakuzzi "tak w ogóle to nie są"

Pytanie to jakkolwiek obcesowe nie swiadczy bynajmniej o naszym uprzedzeniu do mniejszosci seksualnych, a jedynie wyraża ogromne zainteresowanie DJ'ami.
Stąd też moje pytanie do czytelników, kto wie co znaczy "tak w ogóle to nie być gejem?"




'Cause this is my United States of Whatever

piątek, styczeń 20, 2006

Tendencje zwyżkowe

Pielesze opuszczone. Jak zwykle wrodzony brak jakiejkolwiek czastkowej chocby logiki nakazal lans out przy temperaturze godnej Irkucka.
I tak warto.
Aurora.



Profesjonalna obsługa:




DJ'e z naprawde zgranego teamu:





I nieco sponiewierane życiem i zimą oblicza bywalców...





'Cause this is my United States of Whatever

wtorek, styczeń 17, 2006

ty podły chłopaku



Tytuł bynajmniej nie do Bugajskiego (aczkolwiek gdzie on kkk jest??). Pełen skład naszego wylansowanego mieszkanka obejrzał wczoraj po prostu"O dwóch takich, co ukradli księżyc", jak się okazuje, w reżyserii Jana Batorego ( w sumie nie wiem, dlaczego tak nas to śmieszyło)z 1962 roku. W roli Jacka i Placka, oświecił nas ekran, Lech i Jarek Kaczyńscy. Rola życia. Już wtedy mieli cokolwiek podejrzane ciągoty w stronę zawłaszczania cudzej własności, rasizmu, homofobii i hipokryzji, a jedyna kara, jaka ich za to spotkała, to podejrzanie szybkie sczerstwienie (?) chleba na kamień i przerażająca gadka drzewa o murzyńskich wargach, które zawodziło złowieszczo: "To kaaaaaaaaaraaaaa. Ty pooooodły chłoooooooopaaaaaaaakuuu". Piękne zdanie, uważam. Tak więc konkurs. Kto zadzwoni do Lesia i zamuczy mu tym zdaniem w słuchawkę, ten coś tam. Jeszcze nie wymyślilam nagrody, ale pomyślę, jak pojawią się zgłoszenia. 'Cause this is my United States of Whatever

czwartek, styczeń 12, 2006

ktokolwiek widział, ktokolwiek wie

Już kiedyś pytałam, czy ktoś zna jakieś dobre blogi, a że odzewu nie było, ruszam na poszukiwania sama. Może się ktoś dołączy. Dzisiejsze znalezisko wyrwało mnie z butów.Klikajcie tu, żeby przeżyć te same uniesienia.Wzruszająca miłość w codziennych odsłonach.

Cdn.

Następuje. Dla francuskojęzycznych smakoszy: mniam.

Smooootne. Achchch. Final farewell. AAaaaaaaaa. Szloch

Cause this is my United States of Whatever

środa, styczeń 11, 2006

coorvah mutch, wracaj

Wpis w kolorze ulubionego zioła Marcinka B. Za którym tęsknię i nie przyjmuję do wiadomości, że nie wróci. Wracaj, Bugajski. Z nikim tak się człowiek ziołem nie uraczy. My tu naprawdę, naprawdę tęsknimy. Serio mówię, obiecuję, już nigdy więcej sarkazmu. No wracaj. Zapachniej nam Warsem. Wiosna idzie, a wiosna w Warszawie jest piękna. Nigdy nie docenisz tego w Atlancie, gdzie przede wszystkim pewnie zimy nie ma. Zresztą, wiosna nie wiosna, MY tu jesteśmy. Wszyscy, których znasz i którzy teraz tęsknią. Już odpuścimy Ci to obiecane wino. Tylko wróć.






'Cause this is my United States of Whatever

niedziela, styczeń 08, 2006

Nie pisałam tu wieki całe. Aż hasła nie mogłam sobie przypomnieć.
Dziwnie jakos się zrobiło. Chyba realniej. Ale nie jestem pewna, bo może to być tylko wynikiem trwającej od 3 tygodni gorączki. Lewitowanie mnie męczy. Olewanie też chyba. Jak w Mongolii, mam to dziwne poczucie siebie na prawdę. Siebie w sobie. Nie obok.
Od zdrowego społecznie użytecznego życia powstrzymuje mnie jedynie brak biurka. Bo już nawet chce mi się, ale coż poradzę skoro warunków brak. Eh, jesli macie biurko do wypożyczenia na pół roku to biedna studentka chętnie przyjmie.

Módlcie się za mnie, bo z przerażeniem spostrzegam pewne symptomy "normalnienia
"

'Cause this is my United States of I Care

czwartek, styczeń 05, 2006

any place looks good to me

Nie umiem tego opisać, bo jakaś chora jestem, ten podróżniczy maraton zmęczył mnie okrutnie, ale dopiero w Warszawie mnie zmęczył, a może to myśl o powrocie do co-dzień-to-samo mnie rozłożyła, nie wiem. Skupmy się na pozytywach: było przebosko.Ach, jak przebosko. Przejechałyśmy jakieś dzikie kilometry absurdu i chętnie jechałybyśmy dalej, gdyby nie straszliwe manko i obowiązki wobec Alma Mater.Jakaś relacja z podróży zapewne nastąpi, nie na blogu raczej, ale to za czas jakiś. Tymczasem apel: rzućcie jakąś dużą kasą i rzućcie nią w moją stronę, bo ja muszę szybko rzucić pracę, jeszcze szybciej studia i wyjechać. Na Ukrainie żyłoby się tanio, zakładając, że to nie tamto państwo mnie karmi, wódka przyjemnie niedroga, zaś Lwów pełen rozrywek kulturalnych w języku wprawdzie rosyjskim, ale jak rzucę studia i pracę, to będę miała czas się go nauczyć. Mój kraj to jednak zdecydowanie Rumunia, ciepło tam i przyjaźnie, a moje transylwańskie korzenie to chyba nie wymysł trawionego gorączką umysłu, ale fakt niezbity, co widać było po lansie na Rumunkę (but zabłocony, kurtka lekko zużyta, włos drugiej świeżości itp, plus to głodne spojrzenie).Zresztą lansować się można w Budapeszcie, idealne miasto, żeby wpaść tam na parę godzin, zaliczyć imprezę i wyjechać bladym świtem.

A potem jechałabym dalej i dalej, najlepiej gdziekolwiek, bo mottem wyjazdu stało się dla mnie kilka wersów "Even Thieves Couldn't Lie" The Black Heart Procession:


it was mid October when they would meet at the lake

down on barrelhill road beneath the moon
there were no fish in the sky just catching sparks
from all these falling stars
his heart would never slip off this track
cause this girl wasn't afraid of his tears
so on one of those nights they got into the car
she pointed at the map and said
"any place looks good to me, just run with me"
she said "any place looks good to me,
as long as you run with me away from here"
she said "we don't need money when we've got us,
because power it'll make any man weak I know"
even thieves couldn't lie not when you look into her eyes
all your plans will fall apart
the storm held back beyond the mountains
as the birds built the nest to lay her head
then she flew away from here
the wind blows and her voice hides behind the trees
as I walk to visit her grave
so I climb into bed then close my eyes
and I can still hear her say
"any place looks good to me, just run with me"
she said "any place" even in my dreams
as long as you run with me away from here
she would say "we don't need the money when we've got us"
"because power it'll make any man weak, I know"
but it's her power that made this man so very weak
she said "run with me away from here"



'Cause this is my United States of Whatever