piątek, czerwiec 16, 2006

Ogłoszenie

Wszyscy, którzy skomentowali ostatni wpis dostaną kartki z Maroka.

czwartek, czerwiec 15, 2006

DLACZEGO śWIAT DZIS JEST LEPSZY?

Tak to już jest, że czasem trzeba dyskusji, by rozmówcy wyrzekłwszy swoje poglądy, ubrawszy je w słowa właściwe, sami w końcu byli w stanie pojąć co mają na myśli. Dopiero kiedy język giętki powie wszystko co pomyśli głowa, głowa wie co pomyślała.
Sapir i Whorf pisali o tym wiek temu, postulowali, że nie tylko myśli krystalizują się po werbalizacji, ale że niemożliwe jest myślenie bez języka. Rację mieli częściowo. Ale nie o tym ma być.
Wczorajsza noc przyniosła kompletny rozpad moich uczuć kibica (Niemcy już po czasie i w moim blond świecie to już liczyć się nie powinno), zawarcie pewnej znajomości tyle bezensownej co niespodziewanej, spacer w centrum i całonocną dyskusję wywlekająco-naprawiającą.
Jest to gatunek rozmów szczególnie dobrze znany w naszej piękniej Ojczyźnie, jeśli nie dla niej endemiczny. I jako godne córy narodu, pielęgnujemy tradycję. Wczoraj pielęgnowałyśmy aż do szóstej. Na koniec poszedł oczywiście Roman G. i po nim zrobiło się tak strasznie, że już trzeba było iść spać. A dziś świat był już naprawiony. Wstałam już o 11 i nawet nie było kolejki do łazienki.
A ja zwerbalizowałam i uświadomiłam sobie co myślę. Język pomógł.Nie sapirowsko pomógł, narzucając kategorie postrzegania, pomógł bardziej jako twór społeczny. Równie dobrze, mogłaby wyrysować myśli i w ten sposób skazać na nie Jakuzza a sobie je uzmysłowić. Nie umiem rysować, a mowa jest już dla mnie tak naturalna, że mówię nie zastanawiając się dlaczego. Mówię, bo w ten sposób dzielę się tym co myślę. Mówię, bo wtedy wiem, że mam sznse na zrozumienie. Albo sprzeciw. Na reakcję jakąkolwiek. I moje myślenie nie przez język jest kształtowane, ale przez tę reakcję właśnie. I przez rozum, który mówi, że warto się zgadać z Bralczykiem, a dobrze być w opozycji do Romana.

poniedziałek, czerwiec 12, 2006

być może chciałabym być strażakiem

taką małą kronikę zapowiedzianego końca tu prowadzimy, ale to nie jest kronika z założenia czy konieczności smutna, to jest tak zwana kolej rzeczy, a ja lubię koleje. zaczynają się spacery, szklanki wina i tak zwane rozkminy, co oznacza, że znów układamy sobie życie na najbliższe minuty, żeby to jakoś ogarnąć, nie wariować i nie przespać, takie tam.
na spacerze widziałyśmy pożar w samym środku nocnej Pragi, scena była filmowa i chciało mi się płakać, nikomu nic się nie stało, ale chciało mi się płakać, bo strażacy byli tacy dzielni i wyglądali jak kosmici.to wyjaśnia, dlaczego znów słucham mad world i obgryzam paznokcie, a w Oparach Absurdu spotkałyśmy Bena i teraz zrozumiałam, że powiedziałam mu tylko cześć i tak, chociaż jest równie ważny co strażacy.
tyle się działo, aż się nadziało.
przerwa. w piątek lecimy lub jedziemy stopem na drugi koniec kontynentu i ładujemy te nasze rachityczne akumulatory. w międzyczasie nasz blog skończy rok i ja bardzo proszę, wy to świętujcie, ja już dziś przegapiłam urodziny Ulili, bo nie znam się na kalendarzu.

'Cause this is my United States of Whatever

środa, czerwiec 07, 2006

gówno nie koniec!

Kiedy kończyłam podstawówkę powiedziałam do swej przyjaciółki D., że właśnie kończę najlepszy okres mojego życia. Po liceum mówiłam to samo i pociłam się na myśl, że zmiany będą nieuchronne. Dziś ostatnie zajęcia na uczelni i kiedy dostawałam wpis drżały mi ręce. Potem szłam ulicami miasta z Pedrem i śmiałam się do łez. I wszystko to już się nie powtórzy. Nie będzie już maratonów egzaminacyjnych, ani gołąbków nad ranem, nie będziemy milion razy powtarzać "chcę do biura", ani umierać na zawał na zajęciach u U.O. I jasne, że będzie strasznie i pusto bez tych wszystkich świrów. Bez Was. Ale do jasnej cholery, nie ma co rozpaczać. Będziemy się słyszeć, widzieć, czytać. Będziemy w kontakcie, wszak to wiek komunikacji.
A jeśli nawet nie, to i tak cieszę się, że to za Wami będę tesknić. Boście debeściaki. I nawet jeśli olejecie wszystkie moje wiadomości to i tak będę was uwielbiać. Bo tak. I jakkolwiek patetycznie to zabrzmi, dla mnie jesteście wieczni. Amen.
'Cause this is my United States of Whatever

bez zmian

zosia normalnie zamilkła, więc ja wam powiem, antychryst nie przyszedł, ale dwie osoby powiedziały mi kiedyś, że antychryst to ja, takie opinie odrobinę mnie martwią, to, i fakt, że w mieszkaniu jest zimno straszliwie, ubieram się tu cieplej niż gdy wychodzę po truskawki albo po cokolwiek innego. może to ja wysyłam tyle zimna, bo przecież jestem bardziej zimna niz ciepła, wręcz podobno ponura i wszystko-tylko-nie-promienna-i-radosna, widzicie, jak powoli rodzi się obsesja analizowania opinii na mój temat, to pewnie oznaka starości, ale póki co nic z tym feedbackiem nie robię, może powinnam chociaż rzucić palenie, bo mi mama każe już prawie codziennie. tylko że jestem również uparta, a to złe.
niech was nie zmyli ten ton, jest dobrze, trochę pracujemy z zo w radiu, może nas tam niedługo usłyszycie.
z mgr to nie wiem, co się dzieje.
trochę jeszcze zdumiewa mnie fakt, że już nigdy nie będzie zajęć na uczelni. ani negatywnie, ani pozytywnie, tylko mnie zdumiewa. kontempluję to, gdy marznę.
bloga prowadzimy już prawie rok i to też mnie zdumiewa. ten rok mnie zdumiewa.
dobrze, że jedziemy gdzieś niedługo, że potem znów gdzieś jedziemy, że na razie tylko takie plany mam, że w ogóle jakieś.
słucham pleasure forever i to najlepsza nazwa zespołu, jaką znam.

'Cause this is my United States of Whatever

poniedziałek, czerwiec 05, 2006

this is the end

chyba pierwsza powieść Cortazara nosi tytuł Egzamin i to wtedy dojrzewałam, czytałam ją i jakieś niesamowite rzeczy działy mi się w głowie, byłam po maturze, pierwszy duży egzamin miałam jeszcze przed sobą, był czerwiec, były czereśnie, które jadłam prosto z drzewa, siedząc na balkonie i czytając Cortazara, i jedząc czereśnie, paląc papierosy i czytając Cortazara, taki był czerwiec.
a dzisiaj zdawałam swój, miejmy nadzieję, ostatni egzamin na ILSie, nie liczę w tej chwili obrony najbardziej oczekiwanej pracy mgr sezonu, bo to się nie liczy, to jest jakiś koszmar, który nie powinien być moim udziałem, no i na razie nie będzie. ostatni i jedyny egzamin w tej sesji zamyka pięć lat jakiegoś wyróżnialnego etapu, to tak na wypadek, gdybyście chcieli pisać kiedyś moją biografię, można spokojnie wpisywać "2001-2006" i to będzie konkretny rozdział. nie wiem za bardzo, jak mam się z tym czuć, może z uczuciami zaczekam na wyniki, zresztą jeszcze jedne zajęcia jutro, a potem zostanie mi tylko legitymacja, i to też nie na długo, numery telefonów, jakieś notatki, jakieś historie, które zawsze wyciągamy przy wódce, jakiś błogostan na myśl o pięciu latach rozlazłych wakacji z ciągłymi wyrzutami sumienia w tle.
znowu jakiś koniec chyba. wszyscy powinniśmy się bać.


'Cause this is my United States of Whatever