środa, sierpień 30, 2006

nowy wspaniały rok

Zosia mi po lekturze naszego własnego bloga wyrzuca, że strasznie pesymistyczna jestem, ale ostatnio faza na wpisy z cyklu "pospolite ruszenie, będzie cudownie", oto następny (chociaż jestem pewna, że tęsknicie za moim marazmem).
Otóż nowy rok tzw. akademicki, poza brakiem jakiejkolwiek akademii i obowiązku edukacyjnego, charakteryzować się będzie absolutną zajebistością. Zostajemy w Warszawie wbrew wcześniejszym zapowiedziom o emigracji, wracamy do niegdyś nienawidzonej pracy, tu bez komentarza, zobaczymy jak będzie, NADAL PROWADZIMY AUDYCJĘ W TEAMRADIU, KTÓREJ SŁUCHAJCIE KONIECZNIE JUTRO O 19, a w dodatku - kolejny powrót - zapisałyśmy się na siłownię!!!oklaski.No i kolejna przeprowadzka nas czeka za miesiąc, co może być zmianą mniej lub bardziej, ale na pewno pozytywną.W dodatku z powodu przeciągającej się depresji jakoś nam się nie udało w poprzednim roku akademickim zdobyć oczekiwanej sławy, więc teraz albo nigdy. Nnnno.
A nie wyjeżdżamy, bo małe miasteczka mamy w dupie. Wszyscy powracający do Warszawy, łączcie się w radości, chodźcie na Trainspotting Party w piątek w Saturatorze i ogólnie czytajcie nas, wspierajcie i podziwiajcie.
A jak ktoś się wybiera dzisiaj na koncert Yeah Yeah Yeahs, to oficjalnie nienawidzę.


'Cause this is my United States of Whatever

czwartek, sierpień 17, 2006

Wszystko znów pachnie słońcem. Uśmiecham się częściej i coraz mniej się boję.
Od września wracam do uczenia. I o dziwo się cieszę. Lato jest lepsze od redbulla.
Lepsze od lata jest tylko Hospitality Club. I ci wszyscy wspaniali ludzie, krótrzy wyglądają jak bezdomni, mają niesamowite pomysły i wielkie serca. I im należy się całe dobro świata. Więc jeśli na drodze spotkacie szalonego Francuza w pidżamie i z gitarą, gotyk-Finkę czy szweda z twarzą gwiazdy porno, pomóżcie im. Bo dopóki każdy z nas się boi , boi sie cały świat. A dość już strachu i nienawiści. Ja mam dość.
Mówi wam to osoba, która zawsze się bała. Aż zaśpiewał Linda i przyjechali goście. Taka ze mnie neofitka. I już zawsze będę wierzyć w ludzi.

'Cause this is my United States of Whatever

sobota, sierpień 12, 2006

nowa wspaniała faza

z okazji oczekiwania na sen powiem wszystkim tyle, wracam właśnie z kolejnej wycieczki, tylko tym razem tyłka z warszawy nie ruszyłam, ale trylion jakichś nowych światów mi się otworzyło, pozytywnie.
po powrocie przewiduję powrót do tematyki mgr, tak na kilka dni, potem jadę znów się sponiewierać, dziś kupiłam bilet na festiwal w mysłowicach, tam zedrę gardło, by następnie jechać je leczyć w Rz., choć mam w dupie małe miasteczka.
poza tym przestałam już lansować opcję życie jest gdzie indziej, ja nie wiem, jak to się stało, ale tak dobrze jeszcze nie było.
mogłabym jakoś skanalizować tę nowoodkrytą enegię, ale bez piaskownicy ani rusz.
z rzeczy innych: mam nową gąbkę i jest to rybka.

'Cause this is my United States of Whatever

poniedziałek, sierpień 07, 2006

Gwiżdżę na wszystko

Kolejne podróże w krainę absurdu. Gdyby studia nauczyły mnie tyle, co ludzie spotkani w ostatnim miesiącu, byłabym mądrą kobietą. Choć niektórzy twierdzą, że jeszcze długo będę dzieckiem. I oby.
Póki co, staram się podejmować dorosłe decyzje. I póki co, zostaję z Polsce, bo tu są wszyscy, których mi potrzeba. Ci, których mi nie potrzeba też są, ale i tak warto.
Uczucie tymczasowosci zajmuje powoli jakas dziwna radosć z poczucia zakorzenienia. Miałam nigdy go nie potrzebować. A jednak dobrze czuć się legalnym. I to poczucie potrafią mi odebrać jedynie dwie osoby na swiecie. Ale niedługo już nie będą miały okazji i to jeszcze piękniej.
Niedługo już będzie doskonale. Choć i teraz jest dobrze.
Dopóki maisto pachnie słoncem nie ma się czego bać. A zimy w tym roku nie będzie. Zamiast sniegu, z nieba będą spadać nowe psichy i pomarańcze i na zawsze schowamy już wszyscy czapy i rękawice. I jak Fogg będziemy spiewać: "Gwiżdżę na wszystko".
'Cause this is my United States of Whatever

piątek, sierpień 04, 2006

i co teraz

teraz to nie wiem, chyba trzeba czekać na następnych freaków, bo menele ze szwecji już w drodze do berlina,niech ktoś jeszcze dziwaczny się pojawi. jak tylko wywietrzymy po nich mieszkanie, w sensie.
takie mamy dziwaczne wakacje, już prawie nic mnie nie rusza, skoro bujam się po warszawie z człowiekiem w dresie i podartej marynarce na cieciówkę.powinnam obiecać, że już nigdy nie osądzę nikogo po wylądzie, ale w oczywisty sposób zrobię to nie raz:P tymczasem konkurs, kto ma najdziwniejszy lans odzieżowy, tu niżej można zamieszczać propozycje samobójstw konfekcyjnych.

'Cause this is my United States of Whatever

środa, sierpień 02, 2006

shower power

moi drodzy, o tej porze i w tym stanie nieważkości czuję w sobie power, ale w sumie czuje go odkąd postanowiłam zrobić sobie niekończące się wakacje, przestać uczyć angielskiego, przestać pracować inaczej niż dorywczo, wtdy zaczęły się dziać niesamowite rzeczy.zobaczyłam spory kawałek świata, zaczęłam spać, przynajmniej chwilami, jakbym nigdy nie miała z tym problemów, prawie uwierzyłam, że potrafię być w porządku, polubiłam ludzi, których prawie nie znam, a już nie wyobrażam sobie, że ich nigdy nie spotkam ponownie, takie tam. już prawie nie czytam, mało słucham nowej muzyki, mało filmów oglądam, bardziej chłonę i wącham zapachy autostrad i przypadkowych spotkań. niezwykłe lato i w dodatku chyba nigdy się nie skończy, czego i wam życzę.i udanego prysznica,to słowo-klucz, ale nie potrafię wyjaśnić, dlaczego.


'Cause this is my United States of Whatever