piątek, wrzesień 29, 2006

I Am Not Afraid Of You And I Will Beat Your Ass

Tak, tak, z podziwu godną odwagą powoli wkraczam w październik, miesiąc zawsze zwiastujący wielkie zmiany, choć niekoniecznie zawsze do tych zmian dochodzi. Zmieni mi się wiek na pewno, ale niech się zmienia, oddałabym wieczną młodość, jaka niewytłumaczalnym zrządzeniem losu jest moim udziałem, za jakieś zmiany na skalę co najmniej krajową, lecz cóż. Póki co choruję sobie beztrosko, częstotliwość smarkania imponująca, słucham nowej płyty Yo La Tengo, wciąż podziwiam nowe metry kwadratowe i wreszcie znów CZYTAM, niech żyje Pielewin, niech żyje Murakami, są nie do pokonania And I Can't Beat Their Asses.
Impreza urodzinowa moja i Kingi w połączeniu z wieloma innymi okazjami typu świeżo nabyty spokój wewnętrzny, chwilowy lub stały brak depresji, nowy wspaniały rok przed nami i najlepsi znajomi świata - już za tydzień! Najlepsi znajomi świata oraz wszyscy, którzy potencjalnie nimi są, czujcie się zaproszeni.


[Edit:] Aaaa, i w ramach zmuszenia się do pisania wrzucam po kawałku 13 dotychczas (dawno) powstałych stron pewnego opowiadania, czytajcie tu, komentujcie, znieważajcie mnie do woli, nie oszczędzajcie współaromatyzujących zzzz i Pabla.


'Cause this is my United States of Whatever,

poniedziałek, wrzesień 25, 2006

drzewo wiadomości

Od rana niedobrze, bo po przeprowadzce siedem kroków dalej zaszkodziło mi na szalenie ostatnio zdrowy sen i podziwiałam zyskaną nagle przestrzeń od czwartej nad ranem, a potem wiadomo, muszę do pracy razem z pierwszą zmianą ludu pracującego, więc mi pierwsze promienie słońca oświetlają uprzejmie donoszące strony Darmowej Gazety, a Gazeta uprzejmie donosi, jest źle, jest absurdalnie, prezesi sami przyznają sobie premie, nasze prawo to jawna dyskryminacja, podobno parą z "Nocy i dni" byli Jan i Bogumił, urzędnicy mianowani na zawsze psuć nam będą krew, Wałęsa startuje w wyborach, ale nie wie, jakich, warszawskim występem sezonu jest koncert Duran Duran, czy może być gorzej.

Bawię się w kurę domową i urządzam tymczasowo pokój, do sklepu uderzam w stroju co najmniej strasznym plus zmierzwiony włos, bo przecież sprzątam, ja się potem dziwię, że panie w sklepie mną gardzą.

Potem Armani ogłasza, bynajmniej nie w moją stronę to ogłasza, że wybiera brukselską karierę i wtedy znów jest źle, można już tylko planować skopanie mu tej eurokurwapejskiej dupy, ale ogólnie to wolimy, żeby został, tylko co z tego, że wolimy.

No to oglądamy The Wall, coby się mocniej zdołować, Zo zwana dalej Wytrwałym Widzem zasypia jakoś bezszelestnie, ja się zastanawiam, czy kiedyś polubię komedie romantyczne albo inne podnoszące na duchu gówno.

A Stina Nordenstam śpiewa u nich, duński dance/nie dance sponsorem wieczoru, piosenka "Into the Wasteland" tylko i wyłącznie.

'Cause this is my United States of Whatever

piątek, wrzesień 22, 2006

Korespondencja z płonącego miasta

Prawie relacja z Budapesztu.

Pisana w Warszawie bez ruszania tyłka z fotela.

„Centrum Budapesztu już posprzątane, komunikacja miejska kursuje.” Zacieramy ślady po łobuzach, którzy napadli na policjantów. Łobuzach, którym nie w smak Pan Premier. Życie będzie znów normalne. Będziemy jeść gulasz i paprykę, będziemy pić pálinkę. A rząd będzie rządził. Sprawiedliwość. Spokój. Wysokie emerytury.

„Premier Ferenc Gyurcsany powiedział, że nie będzie "żadnej tolerancji" wobec awanturników.” Bo to zbóje, zasłaniają się dobrem publicznym, a w rzeczywistości nie chodzi im o nic oprócz bójki. Palą i niszczą. Każdy, kto bierze w tym udział, niszczy i okrada nas wszystkich. Nie można przecież tolerować szkodników. Jak nie toleruje się szczurów. I w NASZYM KRAJU szczurów nie będzie. Nasz kraj oczyścimy. Na wzór rządu, będziemy uczciwi i bez skazy. Tak nam dopomóż Bóg.

„Tymczasem premier Gyurcsany, nie reagując na kolejny apel węgierskiej opozycyjnej partii Fidesz o ustąpienie, powiedział w środę, że jego rząd ma obecnie zamiar trzymać się zdecydowanie jednego kursu - reform politycznych, by zapewnić zrównoważony rozwój gospodarczy kraju.” Poprowadzi nas do zwycięstwa. To nic, że nie ma już wojny. Będzie pięknie. Każdy dostanie dom z agencji Altus, w którym zamieszka z rodziną i psem. Każdemu damy po równo chleba, pieniędzy i szczęścia.

„Premier Węgier Ferenc Gyurcsany jako pierwszy chciał zerwać z demagogią, lecz jego przeciwnicy koncentrują się na tym, że kłamał i był uczestnikiem kłamstwa - powiedział ambasador Republiki Węgierskiej w Warszawie, Mihaly Gyoer. A ci idioci atakują. Szykujemy już przeprosiny dla Pana Premiera. Dzieci w przedszkolach Budapesztu malują laurki. Kobiety zbierają kwiaty i robią swetry na drutach. Wszystko dla Pana Premiera. Mężczyźni kupują prezenty, a emeryci pieką ciasta. Może wybaczy. Może się zlituje.



'Cause this is my United States of Whatever

poniedziałek, wrzesień 18, 2006

O zmianach uzasadnionych i nie

Zgodnie z moimi proroctwami, zimy nie będzie. Słońce świeci jak pomylone. Wszystko się dziwnie dzieje. Listy nie dochodzą do adresatów, filmy Gatlifa wyświetlane są w kinie za darmo, lodówka pełna. Odbieram wszystkie telefony i nikt nie dzwoni ze złymi wieściami.
Kawałek domu rodzinnego przenosi się pod Toruń. Nigdy tam nie byłam, a teraz to tam pojadę na święta. Święta, które w tym roku będą suche i ciepłe. A mrozy będą tylko w telewizji, której i tak nikt przecież nie ogląda. Pięknie. Carla Bruni nuci piosenki pachnące kawą.
A ja patrzę na swoje, ciągle nie odmrożone, dłonie i najzwyczajniej w świecie kupuję rękawiczki. Zachcianka. Bo zimy przecież i tak nie będzie.
Zatem każdy komu źle może wybrać się ze mną po szalik.



'Cause this is my United States of Whatever

wtorek, wrzesień 12, 2006

Jeżeli porcelana, to wyłącznie taka
której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu;
jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby nie było przykro podnieść się i odejść;
jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce,
jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci,
jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć,
kiedy nadejdzie czas następnej przeprowadzki
na inną ulicę, kontynent, etap dziejowy
lub świat:

kto ci powiedział, że wolno ci się przyzwyczajać?
kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy w świecie
czuł się jak u siebie w domu?

[S. Barańczak, Jeżeli porcelana to wyłącznie taka]

TADAAA! Nic dodać, nic ująć, pan B. podsumował wnioski z radosnego okresu bezrobocia.
Mało przyzwyczajają się Cyganie, o których oglądam film za filmem, bo przegląd twórczości Gatlifa po sąsiedzku w Muranowie i co wieczór nowe doznania, muzycznie, tragicznie, zabawnie, kolorowo i szmatławo, ale szmatławo od szmat, a nie od szmatławości. Dławię się historiami wygnańców bez własnego kraju, a potem myślę nad banałami typu mieszkanie od października. Krzyczę ze złości i niewyspania, a potem oni znów śpiewają i tańczą, piją wódkę, kochają się i zabijają, potem ja krzyczę, taki poemat, poemat z morałem, ale przy morale już wszyscy są pijani. Taka prosta sekwencja. Obejrzyjcie koniecznie "Transylwanię", a potem może ktoś dołączy do kolejnej wyprawy, bo Rumunii mam straszliwy niedosyt.

'Cause this is my United States of Whatever

niedziela, wrzesień 03, 2006

zatrucia akoholowe i inne wesołe historie

Ej, normalnie ale weekend, oficjalnie wkroczyłam w wiek starczy, choć do urodzin jeszcze ponad miesiąc, zatruwszy się jednak konkretnie niewielką ilością piwa Łomża poczułam na plecach oddech nadchodzącego zwiotczenia i demencji.
Mimo to warto było, piwem Łomża podlewałam koncert zespołu Renton na Trainspotting Party w Saturatorze, swoją drogą, jak to się dzieje, że nikt z szanownych czytelników się tam nie lansuje. Koncert był świetny, a Renton będzie naszym gościem w TeamRadiu najprawdopodobniej w ten czwartek, więc uwaga. Do posłuchania pod linkiem "focking great, ken?" w sekcji Gramofon lub tu.
I postanowienie tygodnia: czas na śmiertelną powagę. Okazuje się, iż wydajemy z siebie straszliwe chichoty. Żenua.



'Cause this is my United States of Whatever