sobota, listopad 18, 2006

przeprowadzka

Przeprowadzka! Zapraszamy tu.


'Cause this is my United States of Whatever

czwartek, listopad 16, 2006

Unknown Artist

Ostatnio, z bliżej nieznanych powodów, domyślnym odtwarzaczem muzyki na moim dogorywającym komputerze jest RealPlayer. Z wrodzonego lenistwa, nie zmieniłam jeszcze na Winampa. I całe szczęście.
Real wyszukuje informacje o odtwarzanej płycie. Dałam mu dziś Mozarta, bo nastrój mam zgoła pogrzebowy.
I najwyraźniej Real postanowił mi go poprawić. Szukał, szukał, aż wyświetlił Unknown Artist. Widać Real ma wisielcze poczucie humoru.
Czytam O pięknie Zadie Smith i zaiste jest pięknie. Książka, par excellence, zajmująca. Z gatunku university fiction, w którym, za sprawą, podrzuconego przez Jakuzzi, Lodga, się rozsmakowałam. Chyba z tęsknoty za zapachem wiedzy. I z żalu, że w realiach miejscowych, gatunek nie masz szans. Że jak Mozart, etos akademika, jest raczej unknown.
Poza tymi wybitnymi przemyśleniami, zajmuję się piciem kawy i uczeniem, co w znacznym stopniu pogarsza moje, i tak już wątłe, zdrowie. Poza piciem kawy i uczeniem, zajmuję się odczuwaniem dziwnej radości życia, tym bardziej zadziwiającej, że niezmiennej od niemal 6 miesięcy. Chociaż w kwestii motywacji do działania nadal deficyt. Ale tendencje zwyżkowe. Jak mawia znajomy projektant: hossa, drodzy Państwo, hossa.

'Cause this is my United States of Whatever

środa, listopad 15, 2006

cansei de ser sexy

Niech nie zmyli Was tytuł notki, to nie ja jestem zmęczona byciem sexy, równie dobrze mogłabym się zmęczyć byciem Andrzejem Gołotą, no nie ma takiej opcji. Mimo to zespół polecam na jakąś wybitnie wybitną imprezę.
Chyba opuścimy blogspota i przeniesiemy się na coś prawdziwie polskiego, na razie nam się nie chce konta zakładać nigdzie, ale moment, w którym zostanę kobietą pracowitą i zogranizowaną nadchodzi.
Przedawkowałam Cofitos. Przedawkowałam senność. Przedawkowałam nicnierobienie. Zupełnie mnie to nie rusza.
Właściwie to jak zwykle nie mam nic do powiedzenia, tak sobie piszę, wręcz w pewien sposób kłamię, wcale nie słucham Cansei De Ser Sexy, słucham nowej płyty Xiu Xiu i nie chce mi się przygotowywać do pracy. Zgadujcie, w ilu procentach obchodzi mnie, czy nauczę kogokolwiek angielskiego w stopniu jakoś tam zadowalającym?
a)0%
b)27%
c)64%
d)100%
e)jestem jedną z gorliwych studentek ILSu=150%?

Taki teścik na odprężenie, zwycięzca wygrywa gumę cynamonową. Do żucia.

A podczas przygotowań do audycji o glam rocku trafiłam na pyszną zabawę, o tu.

Żegna Was Vicious Crotch.



'Cause this is my United States of Whatever

środa, listopad 08, 2006

proszę bardzo, typowa notka

Bieżący rok akademicki upływa pod znakiem wydarzeń mocno cyklicznych, równo co miesiąc jestem chora i równo co miesiąc siła wyższa pozbawia nas internetu, jakby nam się już nic kurwa od życia nie należało.
Teraz jeszcze babsztyl w radiu mówi: "będzie padać WSZĘDZIE". Uch.

Swoje ulubione święto spędziłam w dwóch małych miasteczkach, co skończyło się silnym kilkudniowym atakiem depresji oraz kaszlu i innych atrakcji, całą sytuację zrzucam na: piździawę na smętarzu, nadmiar obejrzanych fragmentów telenoweli i jeden naprawdę zabawny melodramat, kiepskie feng-shui w rodzinnym domu (coraz brzydszym)oraz fakt, że najwyraźniej mi się nudziło i wymyślałam sobie problemy.Wracając pociągiem zwanym dalej ekspresem smarkałam sobie nad "Jadąc do Babadag" i cicho łkałam, tak bardzo chcę znów gdzieś jechać. Stasiuk wymieniał kolejne miasta, a ja czekałam, aż pojawię się na kartach powieści, aż w następnym rozdziale przeczytam, jak budzę się i mówię, wyglądam jak wampir, jedźmy do Rumunii, o naszej sylwestrowej wyprawie, o dzikiej imprezie w podsuczawskim hotelu z grupą rześkich rumuńskich staruszków, o balu sylwestrowym z plecakami i śpiworami, o łapówkach w pociągu i ucieczce przed węgierskim kontrolerem, o tym, jak w Nowy Rok obudziłam się jeszcze w Oradei i myślałam, cały rok taki będzie, i taki właśnie był. Chcę tam wrócić, chcę jeździć po małych wsiach i znów zapomnieć o swojej żałosnej depresji, chcę czekać na stopa, śmiać się śpiąc na dworcu, rozmawiać ze wszystkimi, chociaż nie znam ich języka,być bardziej.

Już nie mam depresji, z dnia na dzien mi lepiej, nie potrafię się nie śmiać przy walce Robin Hooda ( w tej roli niezrównana Kingee i jej wysokie buty plus taka jakby szpatułka do naleśników czy coś) z Małym Johnem ( rola obsadzona przez gwiazdę srebrnego ekranu, Zofię, z towarzyszeniem analogicznej szpatułki). Ciężko też zachować powagę, gdy w ramach kuracji nawalamy się herbatą z hojną dolewką wódki gorzkiej żołądkowej lub gdy Zosia prezentuje tzw. taniec gumowego starca. Wtedy myślę: bunkrów nie widać, ale i tak jest zajebiście.



'Cause this is my United States of Whatever

niedziela, listopad 05, 2006

Miało już nie być wpisów zaangażowanych, ale znów mnie poniosło

Żyję w kraju katolickim. Przyzwyczaiłam się. Pan Prezydent chodzi z żoną do kościoła i mnie to zupełnie nie przeszkadza. Ja wiem, że statystycznie 94% Polaków jest katolikami( Badanie z 2004), choć jedynie 19,8% to bardzo wierzący, kolejne 72% umiarkowanie, a reszta jest niezdecydowana w sprawach wiary.
I ja to wszystko rozumiem i w te statystyki wierzę. Ale pojawia się pytanie co znaczy być katolikiem? Czy jako osoba ochrzczona w liczam się do tych 94%, jako niezdecydowana, czy może jestem w 6% mniejszości wyznaniowych?
I kto to jest te 72% katolików w naszym kraju, którzy są "wierzący", czym różnią się od "bardzo wierzących". Bardziej wierzą w boga? Bo ja nie rozumiem, jak można bardziej lub mniej wierzyć. Czy może bardzo wierzący, to Ci, którzy regularnie dopełniają wszelkich katolickich obowiązków, a wierzący, to Ci, którzy tylko niektórych.
Nie ważne. Zastanawia mnie tylko, ile z tych osób akceptuje wszelkie postanowienia kościoła zupełnie bezwarunkowo? Ile z nich wierzy tak bardzo, że przyjmuje dogmaty. Ile traktuje wiarę jak wyznacznik norm postępowania, a ile było ochrzczonych i lubi zapach kadzidła.
Jak duża, w końcu, część naszego katolickiego narodu została, tak jak ja. ochrzczona, wybierzmowana i zupełnie nie utożsamia się z tą religią.
A zastanawiam się nad tym wszystkim, bo wydaje mi się, że nie tylko mnie przeraża to co się dzieje w naszej polityce. Ja rozumiem, że pan prezydent jest katolikiem i z żoną do kościoła chodzi. Niech chodzi. Ja rozumiem, że pan premier chodzi tam z mamą, połowa ministrów służyła do mszy a kobiety LPR to silna grupa. Ja to wszystko rozumiem.
Ale do cholery, dlaczegojako już-nie-katoliczka mam żyć zgodnie z ich religią. Dlaczego trąbią o poszanowaniu godności, skoro oni mojej- innowierczej- godności nie szanują. Mojej i pozostałych 6% społeczeństwa. I pewnie wielu innych.
Dlaczego LPR chce zmieniać konstytucję? Po co, ja się pytam??
Nie dość, że zachodząc w ciążę nie mam prawa decyzji o losie własnym i MOJEGO dziecka. Rząd na szczęście pomyślał za mnie, zakazał. Już nie muszę nawet ruszać własnego sumienia. Już nie ja decyduję. Teraz Pan Giertych i jego świta, zabiorą mi prawo do przerwania ciąży pochodzącej z gwałtu, chorej lub mnie samej zagrażającej. Otóż panie Giertych, z całym szacunkiem, o swoim życiu wolę decydować sama. I o tej traumie po gwałcie i o zagrożeniu mojego życia i o dramacie, jakim jest urodzenie dziecka martwego, lub śmiertelnie chorego. I to dramacie nie tylko dla matki ale i dla dziecka. Nie wierzę bowiem, że dziecku urodzonemu w wyniku gwałtu, brak miłości rekompensować będzie becikowe.
Tu muszę zaznaczyć, że nie jestem w ciąży, ani jej nie przerwałam, ale siadłam spokojnie w domu i zastanowiłam się, co bym zrobiła na miejscu głupiej 18 latki, przerażonej 23latki, czy jakiejkolwiek innej kobiety, która znalazłaby się w ciąży nieplanowanej. I nie wiem. I nikt nie wie. Nawet Pan Giertych. Szczególnie pan Giertych nie może wiedzieć, co to znaczy oddać swoją macicę, czemuś, komuś, kogo się boi, kto jest intruzem, kto zagraża. Bo takie mogą mieć odczucia kobiety, które nie chcą, nie mogą urodzić tych dzieci. Zanim więc, ktokolwiek się zdenerwuje na mój lewacki wpis, niech zastanowi się, co by było, gdybyś to ty droga koleżąnko, albo Twoja dziewczyna, drogi kolego- była w niechcianej, niebezpiecznej ciąży. Ja nie wiem.

A Panu Giertychowi, jak również Wielkim Braciom i reszcie mądrych, życzę, by dostali od boga macice i nosili w nich dzieci gwałcicieli. I niech się cieszą tym największym z darów pańskich.

Jeśli ktoś się nie zgadza na wprowadzenie poprawki do konstytucji, niech klika tu.




'Cause this is my United States of Whatever