I'm OK.
Jonathan Safran Foer ma twarz dziecka. Ale nie wierzę mu już. Przez niego płączę dziś spokojnie i w kolorze kaloryfera. "You can use up all of your tears." Oby, panie Foer.
Wokół dziwny zbitek nieszczęść. Zamiast kawą, kubki napełniają się żalem. Od zaciskania kciuków posiniały mi dłonie, a w nocy śnią mi się tłumione szlochy. Tracę apetyt na szczęście.
Tylko obce głosy brzmią wesoło. Ale po wysłaniu dokładnie 98 maili do obcych ludzi w ciągu 7 dni, stwierdzam z całym przekonaniem, że ludzie są jak piosenki i nie można kogoś polubić słysząc go pierwszy raz. A potem nie jest już wcale obcym.
W ostanich dniach kumuluje się jakaś dziwna wiadomość. Zapisuje się na połamanych płytach chodnikowych, w światłach karetek i na twarzy mojego kota. Spływa na mnie z naszego przeciekającego dachu i puka mnie w ramię ubrana w dziwne swetry. Spada mi na głowę toną plastikowych worków i wizją apokalipsy.
Czuję bóle fantomowe relacji z ludźmi, które kompletnie spieprzyłam. Budzę się w nocy, żeby do rana myśleć o jednej minie. W tramwajach i windach przypominają mi się zapachy dalekiego dzieciństwa i nerwowo dobieram im sountrack. Ale i tak rozpływają się po sekundach i bez sensu i skutku szukam ich później godzinami.
Nic nie jest oczywiste i nie wiem już, którą dłonią trzymać nóż. Tęsknię za ludźmi ledwo poznanymi i drżę ze strachu o najbliższych i to co jeszcze zniszczę.
Mam nadzieję, że w dzisiejszej poczcie dostanę listę wskazówek na życie. Dla świata.
'Cause this is my United States of Whatever
Wokół dziwny zbitek nieszczęść. Zamiast kawą, kubki napełniają się żalem. Od zaciskania kciuków posiniały mi dłonie, a w nocy śnią mi się tłumione szlochy. Tracę apetyt na szczęście.
Tylko obce głosy brzmią wesoło. Ale po wysłaniu dokładnie 98 maili do obcych ludzi w ciągu 7 dni, stwierdzam z całym przekonaniem, że ludzie są jak piosenki i nie można kogoś polubić słysząc go pierwszy raz. A potem nie jest już wcale obcym.
W ostanich dniach kumuluje się jakaś dziwna wiadomość. Zapisuje się na połamanych płytach chodnikowych, w światłach karetek i na twarzy mojego kota. Spływa na mnie z naszego przeciekającego dachu i puka mnie w ramię ubrana w dziwne swetry. Spada mi na głowę toną plastikowych worków i wizją apokalipsy.
Czuję bóle fantomowe relacji z ludźmi, które kompletnie spieprzyłam. Budzę się w nocy, żeby do rana myśleć o jednej minie. W tramwajach i windach przypominają mi się zapachy dalekiego dzieciństwa i nerwowo dobieram im sountrack. Ale i tak rozpływają się po sekundach i bez sensu i skutku szukam ich później godzinami.
Nic nie jest oczywiste i nie wiem już, którą dłonią trzymać nóż. Tęsknię za ludźmi ledwo poznanymi i drżę ze strachu o najbliższych i to co jeszcze zniszczę.
Mam nadzieję, że w dzisiejszej poczcie dostanę listę wskazówek na życie. Dla świata.
'Cause this is my United States of Whatever

