czasami człowiek musi, inaczej...
Kolejny dowód mojej niezłomności już przed Wami.
Otóż po głębszych refleksjach dochodzę do wniosku, że mój bunt był równie słuszny, co głupi.
Zatem postanawiam srać na to, czy to politycznie poprawnie nadal na wyspie pozostawać, czy może jednak wyjście z twarzą wymagało wyjścia z tego świata pachnącego papierosami i Warszawą.
Pora zwierzeń:
słucham podpowiedzianego przez last.fm Benjamina Biolay i myślę sobie, że jednak web 2.0 to ściema. I mądrość ogółu nijak się nie ma do mojej prywatnej głupoty. Tak jak Keren Ann nijak się ma do Benjamina B.
Jednakowoż, gibam się w rytm. I słucham jak śpiewa w języku, którego nigdy się nie nauczę.
I nawet mnie wzruszył taki oto fragment ( śmierdzi telenowelą i ja to wiem):
Mais c'est douloureux dedans
C'est douloureux dedans
C'est délicieux pourtant
Je manque un peu de cran
C'est contagieux le temps
C'est contagieux le temps
Wzruszył mnie zwłaszcza w kontekście dziwnego toku rozumowania w głowej mej prywatnej, oraz ostatnio odgrzebanej książki Tofflera, której swój podręczny egzemplarz pożyczyłam, a w efekcie zmuszona jestem cytować z sieci i po angielsku: "Future shock is the shattering stress and disorientation that we induce in individuals by subjecting them to too much change in too short a time. "
Przy 3 papierosie na mrozie dziś zrozumiałam, że Toffler ma rację. I jestem najsłabszym ogniwem, bo nie potrafię sie w tym tempie poruszać, nie potrafię oddychać, a jednocześnie bez niego się duszę.
But on the other hand, Aimee Mann sobie śpiewa
"Oh, for the sake of momentum
I've allowed my fears to get larger than life
And it's brought me to my current agendum
Whereupon I deny fulfillment has yet to arrive"
i kiedy już przestaję się zastanawiać:
And I know life is getting shorter
I can't bring myself to set the scene
Even when it's approaching torture
I've got my routine
But I can't confront the doubts I have
I can't admit that maybe the past was bad
And so, for the sake of momentum
I'm condemning the future to death
So it can match the past."
Potem myślę długo o tym, że nie mam na nic czasu i jakie to właściwie głupie powiedzenie, bo mam czas na wszystko. Chociaż pewnie umrę młodo, jak każdy nieuleczalny amator rzeczy beznadziejnych. Tu jeszcze bardziej przeraża mnie myśl, że skoro mam czas, to pewnie chęci nie mam. Na szczęście jest zima i mogę wszelkie dylematy zgonić na depresję zimową, która nie nadeszła od 2 lat.
Dziwnie się to wszystko układa i łączy. Może tylko w moje głowie się łączy, a dla rozsądnych nie ma sensu ten zlepek. Ja tam wolę wierzyć, że to postmoderna.
Ale jak wiecie, ja się lubię mylić.
'Cause this is my United States of Whatever
Otóż po głębszych refleksjach dochodzę do wniosku, że mój bunt był równie słuszny, co głupi.
Zatem postanawiam srać na to, czy to politycznie poprawnie nadal na wyspie pozostawać, czy może jednak wyjście z twarzą wymagało wyjścia z tego świata pachnącego papierosami i Warszawą.
Pora zwierzeń:
słucham podpowiedzianego przez last.fm Benjamina Biolay i myślę sobie, że jednak web 2.0 to ściema. I mądrość ogółu nijak się nie ma do mojej prywatnej głupoty. Tak jak Keren Ann nijak się ma do Benjamina B.
Jednakowoż, gibam się w rytm. I słucham jak śpiewa w języku, którego nigdy się nie nauczę.
I nawet mnie wzruszył taki oto fragment ( śmierdzi telenowelą i ja to wiem):
Mais c'est douloureux dedans
C'est douloureux dedans
C'est délicieux pourtant
Je manque un peu de cran
C'est contagieux le temps
C'est contagieux le temps
Wzruszył mnie zwłaszcza w kontekście dziwnego toku rozumowania w głowej mej prywatnej, oraz ostatnio odgrzebanej książki Tofflera, której swój podręczny egzemplarz pożyczyłam, a w efekcie zmuszona jestem cytować z sieci i po angielsku: "Future shock is the shattering stress and disorientation that we induce in individuals by subjecting them to too much change in too short a time. "
Przy 3 papierosie na mrozie dziś zrozumiałam, że Toffler ma rację. I jestem najsłabszym ogniwem, bo nie potrafię sie w tym tempie poruszać, nie potrafię oddychać, a jednocześnie bez niego się duszę.
But on the other hand, Aimee Mann sobie śpiewa
"Oh, for the sake of momentum
I've allowed my fears to get larger than life
And it's brought me to my current agendum
Whereupon I deny fulfillment has yet to arrive"
i kiedy już przestaję się zastanawiać:
And I know life is getting shorter
I can't bring myself to set the scene
Even when it's approaching torture
I've got my routine
But I can't confront the doubts I have
I can't admit that maybe the past was bad
And so, for the sake of momentum
I'm condemning the future to death
So it can match the past."
Potem myślę długo o tym, że nie mam na nic czasu i jakie to właściwie głupie powiedzenie, bo mam czas na wszystko. Chociaż pewnie umrę młodo, jak każdy nieuleczalny amator rzeczy beznadziejnych. Tu jeszcze bardziej przeraża mnie myśl, że skoro mam czas, to pewnie chęci nie mam. Na szczęście jest zima i mogę wszelkie dylematy zgonić na depresję zimową, która nie nadeszła od 2 lat.
Dziwnie się to wszystko układa i łączy. Może tylko w moje głowie się łączy, a dla rozsądnych nie ma sensu ten zlepek. Ja tam wolę wierzyć, że to postmoderna.
Ale jak wiecie, ja się lubię mylić.
'Cause this is my United States of Whatever