ponaddźwiękowość
są rzeczy, których nie potrafię zwerbalizować, czas się z tym pogodzić.
tymczasem - zatrzymałam się na etapie wczoraj, które w momencie pisania notki jest już przedwczoraj, ale nie to się liczy. wczoraj będzie pochwałą praesens historicum. otóż wczoraj wspinam się na wyżyny odwagi i wysyłam PITa. tego typu sytuacje wprawiają mnie zazwyczaj w stan co najmniej paniki i nie jest to blogaskowa przesada, ja autentycznie panikuję przy czynościach raczej codziennych typu chodzenie na pocztę, przestrzeganie terminów czy wykonywanie telefonów. wspinaczka na wyżyny odwagi kończy się sukcesem, gładko przechodzę więc z rejonu paniki w teren dużo bardziej sielankowy, nadmiar energii niesie mnie przez most śląsko-dąbrowski oraz wiele stanów emocjonalnych, w tym przekonanie o chwilowym zawieszeniu czasu, co nie wydaje się wprawdzie stanem emocjonalnym, ale nim jest. czas zawiesza się raczej ociężale, początkowo więc zwalniam i na samym środku mostu dopiero następuje całkowity, acz przejściowy halt. głupio zastanawiam się, jak wiele zmieni moje pozostanie w tym właśnie miejscu na naprawdę długo. albo czy przy odpowiednim skupieniu zorientuję się, że jestem zupełnie gdzie indziej, na przykład w hiszpanii. to nie jest takie do końca niemożliwe wszak, zwłaszcza w praesens historicum. doświadczam jednak słońca i silnej potrzeby zaprzestania takich rozważań, idę więc dalej, a tam pan smarka prosto na chodnik z użyciem siły grawitacji. jakież znaczenie ma wtedy praesens historicum? o wiele większe miałby czas przeszły, a wręcz prehistoria, gdyż tak właśnie datuję zasadnośc tego typu zachowań. w międzyczasie nastąpiła przecież rewolucja, jaką było wynalezienie chusteczek higienicznych i gestu maskującego. zaczynam jednak oddalać się od pochwały praesens historicum, a tego nie chcemy, każdy chciałby przecież skupiać się na konkrecie i pozytywie. pozytyw, moi drodzy, jest następujący - wbrew temu, co mówi woody allen, dzisiaj nie jest dzisiaj. mamy praesens historicum i poza dzisiaj nadal jest wczoraj. żeby był też konkret, wybierzcie sobie jakieś naprawdę dobre wczoraj, wtedy nic się nigdy nie musi kończyć.
'Cause this is my United States of Whatever
tymczasem - zatrzymałam się na etapie wczoraj, które w momencie pisania notki jest już przedwczoraj, ale nie to się liczy. wczoraj będzie pochwałą praesens historicum. otóż wczoraj wspinam się na wyżyny odwagi i wysyłam PITa. tego typu sytuacje wprawiają mnie zazwyczaj w stan co najmniej paniki i nie jest to blogaskowa przesada, ja autentycznie panikuję przy czynościach raczej codziennych typu chodzenie na pocztę, przestrzeganie terminów czy wykonywanie telefonów. wspinaczka na wyżyny odwagi kończy się sukcesem, gładko przechodzę więc z rejonu paniki w teren dużo bardziej sielankowy, nadmiar energii niesie mnie przez most śląsko-dąbrowski oraz wiele stanów emocjonalnych, w tym przekonanie o chwilowym zawieszeniu czasu, co nie wydaje się wprawdzie stanem emocjonalnym, ale nim jest. czas zawiesza się raczej ociężale, początkowo więc zwalniam i na samym środku mostu dopiero następuje całkowity, acz przejściowy halt. głupio zastanawiam się, jak wiele zmieni moje pozostanie w tym właśnie miejscu na naprawdę długo. albo czy przy odpowiednim skupieniu zorientuję się, że jestem zupełnie gdzie indziej, na przykład w hiszpanii. to nie jest takie do końca niemożliwe wszak, zwłaszcza w praesens historicum. doświadczam jednak słońca i silnej potrzeby zaprzestania takich rozważań, idę więc dalej, a tam pan smarka prosto na chodnik z użyciem siły grawitacji. jakież znaczenie ma wtedy praesens historicum? o wiele większe miałby czas przeszły, a wręcz prehistoria, gdyż tak właśnie datuję zasadnośc tego typu zachowań. w międzyczasie nastąpiła przecież rewolucja, jaką było wynalezienie chusteczek higienicznych i gestu maskującego. zaczynam jednak oddalać się od pochwały praesens historicum, a tego nie chcemy, każdy chciałby przecież skupiać się na konkrecie i pozytywie. pozytyw, moi drodzy, jest następujący - wbrew temu, co mówi woody allen, dzisiaj nie jest dzisiaj. mamy praesens historicum i poza dzisiaj nadal jest wczoraj. żeby był też konkret, wybierzcie sobie jakieś naprawdę dobre wczoraj, wtedy nic się nigdy nie musi kończyć.
'Cause this is my United States of Whatever