Chyba oddam już lalę
Czasem czuję, jak zapadam się do środka. To takie powolne, spokojne kurczenie. Zaczyna się od żołądka, albo od podkulenia palców. W zapadaniu jest moment kiedy nie można oddychać. Płuca się kurczą. I tak powoli i spokojnie zaczynam panikować.
Oglądam trailer Kierowcy dla Wiery dokładnie 26. raz. Coś mi to przypomina, nie wiem co. Jakieś lato nam morzem albo poziomki i mech. Jakieś gwałtowne pożegnania i długo oczekiwane wakacje. Tak jak teraz.
Zapadam się powoli i tęsknię straszliwie. Wszyscy wyjechali. Zostały mi tylko filmy w kolorowych pudełkach. Najchętniej bym do kina, ale w kinie nie ma filmów ładnych. Obejrzałam już wszystkie. Cała Warszawa się zapada ze mną. Jestem spokojna, umiem się wyluzować, ale znów biegam po korytarzach i wpadam na klamki. Taki Dzień Dziecka.
Tymczasem wszyscy chcą, żebym dorosła. Tu i teraz zabierają mi misie i lale, uciekają sobie gdzieś dalej do nowych, mniejszych dzieci. A ja zostaję. Trochę się krzątam, trochę przekładam argumenty ze stosiku ''za" na stosik "przeciw", piszę tabelki w głowie, w których wiadomo co i jak. I niby nic. Tymczasem, przypomniałam sobie tę notkę sprzed ponad 2 lat . I zmieniło się wszystko. Prawie. Nadal jestem mentalną dziumdzią, co wierzy w zabobony typu dobro i poznaje siebie w tekstach piosenek. Ale jest zmiana ważna. Kluczowa. Weltschmerz trochę rzadziej, kaleczę się tylko przypadkiem i nigdy mentalnie i trochę wolniej się nudzę.
Myślę nawet o takich koszmarach jak zakup mieszkania, z kredytem, który może mnie przeżyć, rozmowie o podwyżce i nowych studiach. Myślę spokojnie. I zapadam się jakby mniej.
'Cause this is my United States of Whatever
Oglądam trailer Kierowcy dla Wiery dokładnie 26. raz. Coś mi to przypomina, nie wiem co. Jakieś lato nam morzem albo poziomki i mech. Jakieś gwałtowne pożegnania i długo oczekiwane wakacje. Tak jak teraz.
Zapadam się powoli i tęsknię straszliwie. Wszyscy wyjechali. Zostały mi tylko filmy w kolorowych pudełkach. Najchętniej bym do kina, ale w kinie nie ma filmów ładnych. Obejrzałam już wszystkie. Cała Warszawa się zapada ze mną. Jestem spokojna, umiem się wyluzować, ale znów biegam po korytarzach i wpadam na klamki. Taki Dzień Dziecka.
Tymczasem wszyscy chcą, żebym dorosła. Tu i teraz zabierają mi misie i lale, uciekają sobie gdzieś dalej do nowych, mniejszych dzieci. A ja zostaję. Trochę się krzątam, trochę przekładam argumenty ze stosiku ''za" na stosik "przeciw", piszę tabelki w głowie, w których wiadomo co i jak. I niby nic. Tymczasem, przypomniałam sobie tę notkę sprzed ponad 2 lat . I zmieniło się wszystko. Prawie. Nadal jestem mentalną dziumdzią, co wierzy w zabobony typu dobro i poznaje siebie w tekstach piosenek. Ale jest zmiana ważna. Kluczowa. Weltschmerz trochę rzadziej, kaleczę się tylko przypadkiem i nigdy mentalnie i trochę wolniej się nudzę.
Myślę nawet o takich koszmarach jak zakup mieszkania, z kredytem, który może mnie przeżyć, rozmowie o podwyżce i nowych studiach. Myślę spokojnie. I zapadam się jakby mniej.
'Cause this is my United States of Whatever