czwartek, październik 30, 2008

grrr

Nienawidzę trzeciej w nocy. Urgh.

'Cause this is my United States of Whatever

Etykiety:

sobota, październik 25, 2008

czasowstrzymywacz

robię wam wszystkim zdjęcia z ukrycia, nieustannie, mental pictures kiepskiej jakości, ale cenne

niektórych nie widziałam tak dawno, że gdyby nie moje supersilne niebieskie soczewki, nie rozpoznałabym was na ulicy. same imiona przypominają zaschnięte torebki po herbacie, nie wystarczą, żeby mi się zdjęcia odkurzyły. może jest tak, jak ponad dziesięć lat wcześniej, gdy byłam mistrzynią w dodawaniu rzeczywistości koloru. opisywałam ją. inaczej. chwilami wydawało mi się, że to prawda.

mam najlepszych znajomych na świecie, patrzcie. tu na tym zdjęciu ona wymyśla nowe słowa i świeci, patrzcie, tu wokół jest taka poświata. te czarne miejsca to przerażające wydarzenia, ale ona i tak świeci.
a ona siedzi w kącie i się kurczy troszeczkę. my ciut się boimy, ale nieśmiało wysyłamy takie promyczki jak troskliwe misie. zazwyczaj jednak się boimy, o tu widać, na następnym zdjęciu. na szczęście ona tu tańczy i rządzi planetą.
on nie potrafi się tu zachować, za to go lubimy. to nie jest osobowość, od której tak do końca, zawsze, koniecznie wymaga się empatii. to jest pacjent. lubimy pacjenta. pacjent często chwalił nasze lekarskie umiejętności, to dawno było, ale czasem pomaga.
a on jest tylko zamazaną plamą na zdjęciu, tak szybko znika. kiedy go nie ma, budujemy mu pomnik i wysyłamy zaproszenia, ale rzadko jest ten dobry moment. wtedy na pomniku dorysowujemy brzydkie rzeczy. potem zamalowujemy i znów zaproszenia.
tu na środku ona tworzy film i tak opowiada, że wyświetla się na ścianie. wytrzeszczamy oczy. są takie miejsca, których nikt nie potrafi opowiedzieć. ona potrafi. zanim złapiemy równowagę, ona już pisze sobie kiepską recenzję.
on mówi do nas zagadkami. ma też zestaw bezpiecznych fraz, które na pewno nie zamienią nas w wielki znak zapytania. jest bezpiecznie, ale zawsze drżymy o każde kolejne słowo.
on nawet nie potrafi być na tym zdjęciu. na wcześniejszych wydawało się, że to dobry kadr.
ona zbliża ręce jak do ogniska. kiedy gaśniemy, zapalamy durną lampkę jak w atrapowych kominkach, może nie zauważy. lubimy jej momenty. jej momenty mają miliardy mikromomentów i o każdym trzeba porozmawiać.
on się potrafi zachwycać i to jest jak taniec: szybki świst powietrza, obrót głowy, nagły zwrot ciała, okrzyk. ostatnio niewiele było powodów do zachwytu. gorączkowo przeglądamy księgi rekordów.

wystarczy. to jest, wiecie, strasznie ciężki album.

'Cause this is my United States of Whatever

Etykiety: , ,

niedziela, październik 12, 2008

Powroty i inne psoty

To przedziwna jesień jest. Piękne dni nastały. I nie tylko piękne pogodowo, słonecznie. Piękne spokojną pewnością, że jest dobrze. Może to propranolol, a może wakacje. Najprawdopodobniej jednak przyjaciele, koledzy, znajomi, nieznajomi z autobusu, pan w kiosku i pani ze sklepu z rajstopami. W skrócie - ludzie są jacyś fajniejsi. Serce mi rośnie. Poziom stresu spada dalej, jeszcze trochę i zamienię się w stertę zachwyconych westchnień.
Wróciłyśmy do radia. Do tego kiepskiego radia, którego nikt nie słucha. I jest doskonale. Wybornie. Puszczamy muzykę, której nie ma nigdzie (no może na MySpace jest), albo taką, której już nikt nie słucha. Gadamy bzdury, czasem nawet na antenie gadamy przez przypadek, bo zapomnę wyłączyć mikrofonów. Nawet głośność dzisiaj chyba złapałyśmy odpowiednią. Możemy żartować z Wielkich Gwiazd, możemy czytać przepis na kurczaka, albo nic nie mówić, nasza liczna publika nie narzeka.
Jednym słowem - sielanka.

'Cause this is my United States of Whatever

Etykiety:

środa, październik 08, 2008

papierowe kubki, plastikowe noże

nadal nie mam władzy nad czasem
ale że mi się właśnie w każdym portalu społecznościowym zmieniły cyferki, to myślę
troszeczkę
pozytywnie
mam mniej włosów i więcej pomysłów
i kalendarz SuperDziewczyny
co ustawia mnie w kwestii braku organizacji, a więc i władzy nad czasem, ha
oraz horoskopów
gadżety są ważne, ale tylko te nietrwałe
papierowe kubki, plastikowe widelce, kalendarze właśnie, karty miejskie z widoczkami, portfele, zakładki do książek, jednosezonowe buty, papierośnice
przeżyłam już dziesiątki kalendarzy i tysiące papierowych kubków
to się chyba nazywa zwycięski mode on


'Cause this is my United States of Whatever

Etykiety: , ,