Wielkie, wielkie oczy
Śniło mi się bardzo dokładnie, bardzo realistycznie, że lecę z Rio do Paryża. Tym lotem. Pamiętam, że pas kliknął jakoś dziwnie, ale reszta właściwie nie różniła się niczym od zwykłych lotów. Była stewardessa piękna jak z obrazka i jedna znacznie mniej piękna. Było wino w plastikowych kubeczkach, marzłam w stopy i wkurzał mnie pan po prawej, który uparł się, żeby zrobić zdjęcie pasa startowego, chociaż już dawno powiedzieli, żeby wyłączyć sprzęt, a jak tak mówią, to przecież nie po to, żeby go włączyć. Lot był zwyczajny, długi i nudny. A potem pojawiły się turbulencje i pioruny, wszystko jednocześnie się stało nie tak. A pilot powiedział tylko: proszę państwa, umieramy. i lecieliśmy w ciszy prosto w dół.
Potem się dziwią, że się budzę za wcześnie.
'Cause this is my United States of Whatever
Potem się dziwią, że się budzę za wcześnie.
'Cause this is my United States of Whatever


4 Comment:
właśnie się 15 minut logowałam, bo zapomniałam googlowego maila. a logowałam się, żeby wrzucić notkę, że już nie będę pisać na wyspie. a teraz to się rozmyśliłam, tak ładnie napisałaś, że może jednak chcę coś kiedyś. ale nie wiem, jakoś inaczej, jakiś clean slate? schowałabym wyspę najchętniej, żeby była, ale nie było. no nie wiem.
no też już miałam nic tu nigdy. I już przecież prawie nic, prawie nigdy i tak nie piszemy. Bo wszystko inaczej już. Ale to jest blog na czas suszy i kryzysu, teraz kryzys jest i ja umiem teraz przestać chyba.
Przeczytałam pierwsze wpisy i aż mi się śmiać chce, jak inne jesteśmy, chociaż tak samo nadal głupie. Nie kasujmy wyspy, pliz, pliz. Za dużo życia tu.
Ten post został usunięty przez autora.
ja jej nie chciałam kasować oł noł. tylko schować. żeby nie wyskakiwało w googlu byle pojebowi. żeby nikt nie czytał.
Prześlij komentarz
Links to this post:
Utwórz link
<< Home