sobota, styczeń 31, 2009

Matrioszka

1. Katarzyna - Na wierzchu jestem silna. Noszę spodnie z Człowieka z Marmuru, uśmiecham się szeroko i nawet zaczęłam malować paznokcie. Tak pomogę, jasne, nie ma sprawy. Dam radę, nie martw się. Nie, no co ty. Oczywiście, że nie boli. I'm soooo over it/him/everything. "Adrenaliny masz sporo" - mówi szef i to komplement jest w tym chorym świecie.
2. Kaśka- Czasem mnie przerasta. Faktura, strategia, cudzy ból, ciche westchnienie przyjaciela, te nieszczęsne ciężarki na fitnessie, powracający ból pleców. Na chwilę mnie przerasta. Ułamek dnia. Śmieję się do siebie, że mięczak jestem i tyle. Że znów. Eh, fajna jestem pierdoła.
3. Kasia - Potem kumulacja tych małych nieszczęść, duże nieszczęście, wielki film, jedna doskonała piosenka, jedno słowo za dużo/za mało i czuję jak głowa zaczyna parować. Jak oczy otwierają się szeroko, serce bije coraz smutniej. Zimno mi w dłonie. Gorąco w uszy.
4. Kik - Na samym końcu, po wszystkimi warstwami. Pod pancernymi ochronkami z życia z ludźmi, skulona siedzi w kącie mała dziewczynka. Kolana pod brodą, ssie kciuk, nie rozumie wlaściwie prawie nic. Siedzi po ciemku w małym pudełku i cicho modli się, żeby nikt jej nie znalazł. Żeby te wszystkie Katarzyny, Kaśki, Kasie dały radę. Nuci najsmutniejsze piosenki, bo wie, że w końcu trzeba się będzie przyznać przed sobą do prawd zupełnie niewygodnych. Obgryza paznokcie i liczy dni do kolejnego strasznego odkrycia.
'Cause this is my United States of Whatever

wtorek, styczeń 27, 2009

bez biletu

wycieczka do realu okazała się średnio interesująca, ale mam tak zwane wnioski, którymi się nie podzielę, gdyż podobno jestem samolubna. podobno wszyscy jesteśmy samolubni, taka karma.
poza tym zajmowałam się kontemplacją swojego konta bankowego i ludzi względnego sukcesu, czyli tych, którzy do niedawna wydawali mi się bohaterami o magicznej zdolności podjęcia pracy. tu nastąpiły wnioski, którymi (j.w.)
teraz myślę, że prędzej czy później nadejdzie era prac prawdziwego człowieka, czyli coś z dolnych szczebli drabiny społecznej, gdyż mnie to od lat fascynuje. jak tylko przestanie mi być głupio, że nie mam żadnych szczególnych ambicji, zobaczycie mnie w sklepie lub knajpie, jak nic. sprzątanie odpada, nie mam talentu. z tymi ambicjami przesadzam, coś tam się tli, ale te rzeczy najchętniej robiłabym hobbystycznie. jakoś mi to dobrze robi na samopoczucie.

'Cause this is my United States of Whatever

Etykiety: , ,

poniedziałek, styczeń 19, 2009

for real

REAL

'Cause this is my United States of Whatever

Etykiety:

poniedziałek, styczeń 05, 2009

Życzenia się spełniają

Mam namacalne dowody. Życzyłam sobie, żeby z Nowym Rokiem wyzerował mi się licznik. I się wyzerował. Wczoraj ostatecznie dotarł do okrągłego 0. Pięknie jest. Dawno tak pięknie nie było. Teraz jest zero, więc można niszczyć sobie życie od nowa. Na czysty rachunek.
Życzyłam sobie też, żeby trochę bardziej mi się pracować chciało. I chce. Nawet nie usypiam z rozpaczy w autobusie rano. Uśmiecham się za to do obcych, chociaż jest absurdalnie zimno i noszę wielką ciężką torbę (tak, znów kupiłam karnet na fitness). A najpiękniejsze jest to, że wiem już pewnością niezmąconą, że stan taki potrwa w porywach do miesiąca. I to mnie cieszy też ogromnie. Bo i tak się wszystko zmieni, zgubi, zepsuje, samo zrobi albo pojawi z kosmosu, z karmy jakiejś magicznej albo wyśni. I już nic na to nie poradzę. Zawsze tak było, więc nie ma powodu, żeby teraz było inaczej. Właściwie od lat nie zmienia się jedynie zachłanna potrzeba muzyki w ilościach każdych. Aż do obłędu słuchanie tej jednej jedynej piosenki i nagły zwrot w stronę innej, różnej, czasem zupełnie nijak nie pasującej.
Z tej zachłanności chyba właśnie wykluł się pomysł robienia jeszcze jednej audycji w radiu na niby. Tym razem nie z Jakuzzem (choć może i Jakuzz się skusi, Jakuzz?). Wykluło się miliony nowych zupełnie spojrzeń, nastrojów, potrzeb. Z tej muzyki wzięło się pół mnie w ostatnich latach. Nawet ten wpis się wziął z muzyki. Z tej piosenki dokładnie:

Niniejszym wszystkiego najlepszego, najważniejszego, najpiękniejszego, najcieplejszego w tym Roku. I normalności dużo. I nienormalności. I wysp Wam życzę, każdemu takiej, jaką sobie wymarzy. A reszta i tak nie ma znaczenia.
Ściskam Noworocznie
'Cause this is my United States of Whatever

Etykiety: , ,

piątek, styczeń 02, 2009

bomba idzie w górę

pora roku wiele zmienia
niemniej znów jest to pora relaksu. tyle że mróz i więcej pytań. nowy jork szary, ale jakoś nadal zdumiewa. tęsknię za sobą (sobą?) w warszawie, troszeczkę
mam trzy domy i nigdzie mnie nie ma, jak to jak to, powiedzcie, czy to kwestia nadmiernej ilości alkoholu, może gdzieś trzeba się na stałe obudzić czy coś?
a poza tym śmiech zawsze się sprawdza, pamiętajcie. to jest siła i w ogóle. dużo śmiechu w 2009, oukej?
to byłam zmęczona ja



'Cause this is my United States of Whatever

Etykiety: , , ,